bibliosfera.net_1276559860386

Bibliosfera – jak to się zaczęło? Początki i pradzieje… ;)

To już trzy lata istnienia naszego serwisu! W zeszłym tygodniu obchodziliśmy trzecie urodziny. Z tej okazji zdecydowałem się opublikować pierwszy artykuł na temat historii i prahistorii Bibliosfery. Zapraszam do czytania. :)

bibliosfera.net_1276559860386

Idea nowego serwisu internetowego dla bibliotekarzy pojawiła się na początku 2009 roku. Pierwsze projekty zakładały dużo bardziej rozbudowany serwis o zupełnie innej nazwie. Prace rozpoczęły się już w pierwszych miesiącach.

W tamtych czasach istniał EBIB czy inne, mniejsze wortale branżowe, ale w większości z nich czegoś mi brakowało… Między innymi brakowało jednego miejsca, które skupiałoby informacje dotyczące naszej branży z całej sieci, więc temu miał być poświęcony jeden dział serwisu — miał to być jedyny dział dedykowany w całości bibliotekarzom pod wdzięczną nazwą “bibliosfera”.

Jednym z ciekawych pomysłów był prowadzony przez Arka Stęplowskiego projekt Bibliotekarz.com skupiający notki z różnych blogów bibliotecznych, ale szybko został zamknięty, a nawet podczas działania z serwisem występowały przeróżne problemy techniczne i związane z jakością i tematyką pojawiających się tam treści. Dość powiedzieć, że bardzo często pojawiały się tam np. informacje ważne jedynie z lokalnego punktu widzenia, jak przykładowo zmiana godzin pracy biblioteki.

Wcześniej, jeszcze w kwietniu spotkaliśmy się (ja, Kuba Kołakowski i Ala Morawska, którzy wspierali mnie wtedy przy projekcie) z Arkiem prezentując mu bardzo wstępną wersję, dość nowatorskiego na nasze warunki, serwisu. Nie udało nam się go przekonać do szerszej współpracy, więc w poprzednim składzie pracowaliśmy dalej na poziomie pomysłów oraz tworzenia i testowania oprogramowania.

Co ciekawe, większość projektów powstawała wtedy najpierw na papierze, a dopiero później była przenoszona do oprogramowania. Nawet pierwsze ikonki powstały w ten sposób:

binpencil-bold-1

Około września 2009, kiedy mieliśmy już sporą część serwisu według poprzedniego pomysłu, postanowiliśmy zmienić koncepcję i skupić całość pracy na dziale dla bibliotekarzy. Pierwszego października 2009 została zarejestrowana domena bibliosfera.net. Taka decyzja była podyktowana różnymi czynnikami, ale w dużej mierze naszymi możliwościami, które były wtedy raczej za skromne do zrealizowania całości idei. Ta część serwisu szybko też stała mi się najbliższa i szybko mnożyły się pomysły na nowe funkcje przydatne bibliotekarzom.

Co konkretnie miała zawierać Bibliosfera? Od samego początku były to dodane przez bibliotekarzy linki, wideo i obrazki, ale też automatycznie dodane odnośniki do nowych wpisów ze starannie dobranych branżowych blogów. Kluczem doboru miała być przydatność i możliwość zainteresowania bibliotekarzy z całej Polski. Oprócz tego osadziliśmy też na stronie głównej świetny kalendarz wydarzeń prowadzony w tamtym czasie przez Marcina Malinowskiego.

Inną funkcją miało być zintegrowane całości z forum, na którym mogłyby być poruszane tematy branżowe. Były to gorsze czasy dla Forum EBIB-u, które już wtedy było atakowane spamem, a wątki skupiały raczej zbiór linków niż pomagały dyskusji. Późniejsza zmiana oprogramowania forum była chyba dobrym krokiem, ponieważ mimo okresowego kryzysu, teraz chyba dyskusje powoli tam wracają. A forum bibliosferowe odeszło z tego świata przy którejś ze zmian wersji Bibliosfery… ;)

W kwietniu 2010 serwis już był prawie gotowy, jednak ostatnie szlify przedłużały się aż do czerwca. W maju miała za to miejsce pierwsza prezentacja serwisu, która spotkała się z entuzjazmem. Do zespołu dołączyła wtedy Dominika Paleczna. Około miesiąc później, 14 czerwca 2010 roku została udostępniona publicznie wersja beta, która funkcjonowała przez najbliższe półtora roku. Było to po konferencji w IINiSB UW współorganizowanej z FRSI i Instytutem Książki, a konkretnie po przedstawieniu projektu dr. Michałowi Zającowi z IINiSB UW, który przekonał mnie do opublikowania “bety”. To na tej konferencji poznałem też Maćka Rynarzewskiego z serwisu Pulowerek.pl.

W następnych miesiącach serwis cały czas się rozwijał i otrzymał nowe funkcje, jak np. opublikowany w sierpniu BiblioKalendarz, czyli bibliosferowy kalendarz wydarzeń branżowych, który nie mógłby powstać bez pomocy Dominiki Palecznej, która od początku zajęłą się jego redakcją i dodaniem pierwszych wydarzeń. Niedługo później każdy mógł samodzielnie dodać wydarzenie do BiblioKalendarza. Do tej pory użytkownicy dodali już ponad 700 wydarzeń.

Dość szybko, bo właściwie następnego dnia po uruchomieniu serwisu zaczął współpracować z nami Michał Rzeszutek, czyli Bocian. Jest on autorem większości remiksów znanego i lubianego sowy Alojzego, które towarzyszą nam przy różnego rodzaju okazjach. Oprócz tego jest współautorem obecnego wyglądu serwisu. Praca z Michałem od początku zaskoczyła mnie jego profesjonalnym podejściem do sprawy i błyskawicznym realizowaniem nawet zwariowanych pomysłów. Dzięki! :)

W sumie w bazie Bibliosfery znajduje się ponad 10 000 linków (dodanych ręcznie i automatycznie), wydarzeń, artykułów i materiałów wideo związanych z naszą branżą. Najnowszym działem jest Wideoteka Bibliotekarza, która zawiera póki co 136 klipów. Nieco starszy dział “Artykuły” to prawie 200 tekstów. A to dopiero początek!

Dziękujemy, że z nami jesteście i tworzycie z nami Bibliosferę! :)

Specjalne podziękowania należą się też ekipie biblioteki Przystanek Książka, która od początku wspierała moją działalność, oglądała, komentowała i wspiera w wymyślaniu nowych funkcji. Dzięki!

Nie sposób wymienić wszystkie osoby, którym należą się dodatkowe podziękowania, ale spróbuję wymienić kilka, które wspierały projekt jeszcze w jego początkach:

Dominika Paleczna, Kuba Kołakowski, Michał Rzeszutek, Marcin Ludkiewicz, Maciek i Justyna Lisakowie, Kasia Urbanowicz, Ola Reda, Ala Morawska, Krzysztof Juszczyk, Mariusz Luterek, Michał Zając, Maciek Rynarzewski. Dziękuję! :)

Last but definitely not least: od 2011 roku naszym partnerem jest firma Aleph Polska, która wspiera naszą działalność i bez której niektóre nasze projekty, jak choćby BiblioGrill, być może nigdy by nie powstały. Myślę, że mogę podziękować zarówno w swoim imieniu, jak i wszystkich innych, którzy tworzą serwis czy biorą udział w organizowanych przez nas wydarzeniach.

Opis historii po 2010 roku zostawię chyba na jakąś inną okazję. ;-) Postaram się tam opowiedzieć o projektach offline, początkach współpracy z Odjazdowym Bibliotekarzem, artykułach czy Stowarzyszeniu Bibliosfera.org. Osoby związane z tymi historiami zasługują także na osobne wspomnienie i podziękowanie. :)

Wyświetlanie filmów w bibliotekach – pełny tekst interpretacji MKiDN +komentarz

Zdobyliśmy dla Was interpretację MKiDN dotyczącą wyświetlania filmów w bibliotekach. Link do jej pełnej treści oraz krótki komentarz znajdują się niżej, jednak wartą uwagi jest też kwestia nagannego moim zdaniem działania Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich, jakim jest nieupublicznienie interpretacji online dla wszystkich zainteresowanych, a zapowiedzenie umieszczenia jej miesiąc-dwa później w jednym z zamkniętych i płatnych czasopism Stowarzyszenia. Większość pierwszej części artykułu została napisana przed udostępnieniem przez MKiDN pełnej treści.

SBP – gdzie biznes zabija misję?

Co jakiś czas przychodzi mi krytykować Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich. Przyszło już mi pisać o schizofrenii jeżeli chodzi o Open Access, nabijaniu w butelkę autorów i uczestników konkursu czy ostatnio o przypadkowym uwolnieniu portalu i natychmiastowym wycofaniu. Te i inne sytuacje sprawiają, że nie potrafię mieć dobrej opinii na temat największej organizacji w branży i widzę potrzebę przyglądania się działalności i reagowania, kiedy dzieje się moim zdaniem źle.

Ostatnio wydarzyła się kolejna rzecz, która w zestawieniu z resztą dała mi mocno do myślenia na temat działalności SBP. Do tego stopnia, że zacząłem się zastanawiać, czy aby biznes nie jest tam ważniejszy od misji. Podobnie jak we wcześniejszych sprawach, tak i tu takie a nie inne działanie zostało zapewne podyktowane chęcią maksymalizacji przychodu. Nie mam tu nawet na myśli zysku konkretnych osób, co finansowego zysku organizacji. Czy jest to jeszcze organizacja non-profit?

O co chodzi? Dwa miesiące temu SBP zwróciło się z prośbą o interpretację przepisów do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i taką interpretację MKiDN wysłał 6 marca (według daty na dokumencie). I jak myślicie — czy podzieliło się nią ze wszystkimi zainteresowanymi bibliotekarzami spełniając swoją misję w środowisku? Czy przekazało bibliotekarzom tę interpretację jak najszybciej, żeby mogli się z nią zapoznać? Otóż nie — interpretacja zostanie zamieszczona dopiero dwa miesiące później, w majowym numerze czasopisma  sprzedawanego przez SBP. Czy mogą być jakieś inne motywy takiej decyzji oprócz chęci zwiększenia przychodu z czasopism? Ja nie dostrzegam, ale chętnie przeczytam, jeżeli takowe ktoś przytoczy.

Warto dodać, że interpretacja została oczywiście wydana bezpłatnie i jako dokument sporządzony przez ministerstwo jest informacją publiczną, więc nic nie stoi na przeszkodzie do jak najszerszego rozpropagowania.

W związku z powyższą sytuacją mam dwie prośby — jedną do Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich, a drugą do Wydawnictwa SBP. Ta do Stowarzyszenia  to prośba o opublikowanie interpretacji w Internecie (najlepiej z komentarzem). Jeżeli chodzi o Wydawnictwo, to rozumiem prowadzenie działalności gospodarczej w ramach organizacji non-profit, jeżeli służy to realizacji celów czy pozyskaniu środków na działalność, ale nie wtedy, kiedy  przyćmiewa nadrzędne cele czy misję. Komercjalizacja organizacji non-profit to oksymoron i w związku z tym sugeruję niemaskowanie biznesu działalnością w ramach stowarzyszenia i założenie oddzielnej firmy.  Byłoby to podejście uczciwsze względem reszty branży.

Treść interpretacji MKiDN

Niezależnie od tego kilka dni temu wystosowałem mailowo prośbę o udostępnienie interpretacji do SBP oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodwego i ministerstwo wczoraj mi ją przesłało, więc załączam ją do tego artykułu. Szkoda, że do tej pory nie dostałem żadnej odpowiedzi od Stowarzyszenia.

Co znajdziemy w środku? Rzeczywiście według interpretacji MKiDN wyświetlanie filmów w bibliotece nie podlega dozwolonemu użytkowi w ramach art. 28. ustawy o prawie autorskim, jednak wynika to głównie z definicji egzemplarza i udostępnienia, które są w tym przypadku sprzeczne z korzystnymi dla bibliotek interpretacjami, jak np. ta Edyty Konopczyńskiej opublikowana w tegorocznym drugim numerze Biuletynu EBIB.

MKiDN postanowił zawęzić “egzemplarze” do “materialnych nośników utworu”, podczas gdy jak możemy przeczytać w Biuletynie EBIB,  art. 50. pkt 1. ustawy o prawie autorskim mówi, że egzemplarze utworów można  wytwarzać techniką drukarską, reprograficzną, zapisu magnetycznego, czy techniką cyfrową.

Jeżeli chodzi o udostępnienie, to MKiDN definiuje je na podstawie wcześniej przyjętej definicji egzemplarza jako wyłącznie materialnego nośnika utworu i wyciąga takie wnioski:

“Egzemplarz jest materialnym nośnikiem utworu i już dlatego z zakresu zastosowania tego przepisu należy wyłączyć wszelką eksploatację utworu inną niż rozporządzenie jego materialnym nośnikiem. Biorąc pod uwagę, że w ramach komentowanego przepisu takie rozporządzenie możliwe jest wyłącznie nieodpłatnie pozostaje uznać, że „udostępnienie egzemplarza” przez bibliotekę może przybrać jedynie formę użyczenia, definiowaną w art. 6 ust. 1 pkt 8 PAPP jako „przekazanie do ograniczonego czasowo korzystania, niemające na celu bezpośredniego lub pośredniego uzyskania korzyści majątkowej”.

Co prawda komentowany przepis nie posługuje się terminem „użyczenie”, w praktyce jednak będzie to jedyna prawna forma udostępniania egzemplarzy utworów nieodpłatnie.”

Konopoczyńska jednak powołuje się na art. 6. ust. 1. pkt 9. ustawy, z którego wynika, że odtworzenie utworu także jest jego udostępnienieniem:

“odtworzeniem utworu jest jego udostępnienie bądź przy pomocy nośników dźwięku, obrazu lub dźwięku i obrazu, na których utwór został zapisany, bądź przy pomocy urządzeń służących do odbioru programu radiowego lub telewizyjnego, w którym utwór jest nadawany”

Nie wiem, jak do Was, ale mi zdecydowanie bardziej logiczna wydaje się interpretacja zamieszczona w Biuletynie EBIB, jednak czy możemy mówić o jakiejkolwiek wiążącej interpretacji, nawet jeżeli została napisana przez pracowników MKiDN? Chyba nie — nawet jednostkowy wyrok sądu nie byłby tu zapewne wiążący, a każda sprawa rozpatrywana byłaby indywidualnie, co mogłoby się wiązać z zupełnie odmiennymi wyrokami w podobnych przypadkach?

Warto wspomnieć, że obie interpretacje podkreślają, że niezależnie od powyższego dozwolonemu użytkowi podlega wyświetlanie, które spełnia inne warunki określone w Ustawie, jak np. korzystanie z utworu dla dobra osób niepełnosprawnych czy dla celów edukacyjnych, które nie wymagają dodatkowych licencji. Namawiam do zapoznania się też z pełnym tekstem ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Jeżeli tekst czyta jakiś prawnik, to całe środowisko bibliotekarzy na pewno byłoby wdzięczne za rzucenie dodatkowego światła na tę sprawę.

Swoją drogą — sam fakt wielu skrajnych  interpretacji i braku jasnych definicji jest chyba niezbyt dobrą recenzją dla tej ustawy? No ale to już chyba temat na inny wpis…


Pobierz interpretację MKiDN: wersja PDF | wersja DOCX

Aktualizacja: Po naszej interwencji otrzymaliśmy odpowiedź od SBP, że interpretację opublikują w Internecie, ale… po publikacji w druku (za ok. miesiąc). No ale przecież wiadomo, że umieszczenie w Sieci to dłuższy proces i nie jest to takie proste jak wydrukowanie i sprzedanie czasopisma. :-)


W artykule wykorzystano zdjęcie Scotta Catrona pt. Sunset on Hollywood (lic. CC BY-SA)

Fot. Grzegorz Winnicki

8 Forum Młodych Bibliotekarzy – zapraszamy :)

Już we wrześniu 8 Forum Młodych Bibliotekarzy. Trzeci rok z rzędu jesteśmy partnerem medialnym tej imprezy.

Dlaczego warto wybrać się na Forum Młodych Bibliotekarzy?

FMB to impreza dość szczególna. Oficjalnym organizatorem jest Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, ale tak naprawdę co roku organizują je młodzi bibliotekarze z kolejnych miast, którzy niekoniecznie należą do SBP. Ba, tym razem w komitecie organizacyjnym znalazł się nawet Maciek Rynarzewski z serwisu Pulowerek.pl znanego z kpiącego podejścia do SBP. To wszystko jest nieważne, bo jedyne co się liczy to zorganizowanie świetnego wydarzenia łączącego merytoryczne wystąpienia praktyków i dobrą zabawę służącą integracji.

A integracja jest zdecydowanie jedną z najmocniejszych stron Forum Młodych Bibliotekarzy. Zarówno w trakcie sesji, jak i na kolacji panuje niezwykle przyjazna atmosfera i zawieranych jest mnóstwo nowych znajomości, które często nie kończą się na wspólnym piwie, ale też owocują współpracą przy różnych projektach.

Co ciekawe, wśród uczestników i prelegentów też  oczywiście są nie tylko członkowie SBP. Wspomniany Maciek Rynarzewski, Bożena Jaskowska, Dominika Paleczna czy ja co roku odwiedzamy Forum ze swoimi wystąpieniami, a w tym roku prezentację przedstawi Dorota Sochocka, którą możecie kojarzyć z jej dość popularnych artykułów na Bibliosferze.

Forum otwarte?

Organizatorzy będą starali się wydać artykuły towarzyszące wystąpieniom na wolnej licencji, która pozwoliłaby na szersze rozpowszechnienie tekstów. Bardzo mnie cieszy, że w tym przypadku Zarząd Główny nie zablokował od razu takiej możliwości — szczególnie po bardzo niekorzystnych dla autorów i czytelników umowach z zeszłego roku. Może to krok ku lepszemu? Trzymam kciuki za organizatorów, żeby się im udało! :)

Wideo z poprzednich edycji

W oczekiwaniu na konferencję namawiamy do obejrzenia wystąpień z poprzednich edycji. Znajdziecie je w wideotece bibliotekarza Bibliosfera.TV, zapraszam do obejrzenia i podawania dalej:

VI Forum Młodych Bibliotekarzy (Poznań)

VII Forum Młodych Bibliotekarzy (Łódź)


Fot. Grzegorz Winnicki

Fot. Twid (lic. CC BY SA)

Też czuję się okradany przez państwo (i finansowanych przez nie wydawców)

Państwo jest złodziejem. Nie rozumiem, czemu każdego dnia jestem przez państwo okradany. Wyobraź sobie, że płacisz za książkę, film czy grę i nie masz do niej łatwego dostępu, a w dodatku każą Ci płacić za nią drugi raz. Byłaby wielka afera! Z podatków finansuje się mnóstwo zasobów, do których nie mamy bezpłatnego dostępu. W Stanach Zjednoczonych jest zasada, że jak jakaś instytucja robi coś z pieniędzy podatnika, to on ma do tego prawo. Z moich podatków finansuje się wydawców, artystów i naukowców, a ja najczęściej nic z tego nie mam – praktycznie zero dostępu do ich twórczości. Czemu mam płacić drugi raz?

Aktywnie korzystam z kultury – chodzę kilka razy w miesiącu do kina, kupuję kilkadziesiąt książek rocznie; trochę mniej gier komputerowych, na które rzadko wystarcza mi czasu. Od niedawna subskrybuję w zagranicznej firmie dostęp do muzyki z całego świata.

Oburza mnie, kiedy wydawcy i artyści nie widzą powodów udostępnienia bez kolejnych opłat treści, które zostały sfinansowane z pieniędzy podatnika. Osobiście wolałbym, żeby większość z tych wydawców nie była w żaden sposób dotowana przez państwo, a podatki zostały obniżone. Ale dopóki nie za bardzo można to zmienić, a oni chętnie biorą nasze pieniądze, to sprawiedliwie byłoby gdyby udostępniali podatnikom to, za co zostało już im zapłacone. Nie podoba im się? Niech nie biorą naszych pieniędzy i wtedy niech sobie to zamykają tak szczelnie, jak tylko im się podoba.

Nawet w zamkniętych prawnoautorsko Stanach Zjednoczonych pojawiła się ostatnio ustawa o udostępnieniu pracy naukowców finansowanej ze środków publicznych. Bo tam akurat do pieniędzy podatnika podchodzi się poważniej. Nie zdziwiłbym się, gdyby za kilka lat już żaden z szanujących się obywateli nie chciał płacić podatków w naszym kraju, w którym codziennie jest okradany.

Nie mam dziecka, ale gdybym je miał, to nie namawiałbym go do płacenia podatków w naszym kraju, skoro są kraje, w których nie byłoby aż tak okradane. Co miałbym powiedzieć? „Kochanie, weź pieniążki i daj wydawcom, a oni udają, że nie było sprawy i poproszą o nie drugi raz”? Nie będę hipokrytą, który nie pozwoli mu wyemigrować i płacić  podatki w kraju, w którym pieniądze nie są aż tak marnowane.

Mówicie, że część z tych finansowanych także z mojej kieszeni utworów znajdę w bibliotekach (równocześnie chcielibyście dostawać dodatkowe pieniądze od każdego wypożyczenia). Mi to nie wystarcza. Po pierwsze biblioteki są okrutnie niedofinansowane i nie stać ich na zakup wszystkiego, a po drugie nie widzę powodów, dla których w erze szybkiego Internetu miałbym nie mieć cyfrowego dostępu do treści, za które już raz, jako podatnik, zapłaciłem.

Że hosting kosztuje? Proponuję skorzystać z rozwiązań peer to peer stosowanych też przez największych dystrybutorów treści (legalnych) na świecie. Takim rozwiązaniem jest np. Torrent. W ten sposób serwery mogłyby zostać znacznie odciążone.

Wszyscy jesteśmy mecenasami kultury i nauki

Artykuł jest nawiązaniem do wywiadu z Maneulą Gretkowską i tekstu Piotra Marciszuka


Wykorzystano zdjęcie użytkownika Twid udostępnione na lic. CC BY SA

Barbed wire

SBP uwalnia swój portal… przez pomyłkę – dwa kroki w przód, jeden krok w tył

Mam obawy, że szumne “otwarcie portalu” SBP.pl niestety miało mieć jedynie efekt medialny: “Weźmy nasze najmniej wartościowe treści, nadajmy im najbardziej restrykcyjną z otwartych licencji i nazwijmy to szumnie otwartym portalem”. Niestety wydaje się, że znów pominięto trochę przy tym prawa autorów, zabezpieczając jedynie prawa Stowarzyszenia jako instytucji. Poza tym licencja nadana przez SBP nie pozwala na tworzenie utworów zależnych, a jedynie przedruki w celach niekomercyjnych.

***

Ucieszyła mnie umieszczona w czwartek w portalu Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich informacja o “otwarciu portalu” i publikowania treści na wolnej licencji Creative Commons-Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach (CC BY-SA). Licencja ta pozwalałaby wszystkim na ponowne wykorzystanie zasobów serwisu pod warunkiem wskazania autorstwa i udostępnienia na tych samych warunkach:

Screen Shot 2013-02-21 at 22.47.48

Ucieszyło mnie to tak bardzo, że postanowiłem podzielić się informacją o tym z kolegą, który zwrócił moją uwagę na stopkę serwisu, w której widnieje inna licencja niż ta wymieniona w niusie. Już wcale nie tak wolna, o czym napisała też w komentarzu Ewa Rozkosz:

Screen Shot 2013-02-22 at 09.44.43

Faktycznie w stopce możemy przeczytać, że serwis jest dostępny na CC BY-NC-ND, która jest najbardziej restrykcyjną licencją Creative Commons, która nie pozwala na tworzenie dzieł zależnych i użytkowanie komercyjne:

Screen Shot 2013-02-21 at 22.48.16

Wymiana maili z redakcją serwisu szybko sprowadziła mnie na ziemię i wyklarowała, że wolna licencja dostała się do wiadomości przez pomyłkę. Już po chwili nius został poprawiony:

Screen Shot 2013-02-22 at 09.36.13

Obowiązuje więc faktycznie licencja ze stopki. Jednak co właściwie jest nią objęte? Informacja głosi, że “treści na portalu”. Obejmuje więc także przedruki tekstów z mediów, grafiki, zdjęcia, pliki z dostępnego przez sbp.pl archiwum cyfrowego? Zakładam, że tak.

Zastanawiam się jednak nad tym jak SBP poradziło sobie z rozwiązaniem kilku kwestii, czyli np. tekstami, do których nie ma praw do udzielania licencji (przedruki, teksty osób trzecich, artykuły sponsorowane). Nowa licencja działa w tym przypadku wstecz, ponieważ informacja o niej została umieszczona w stopce na każdej podstronie. Portal działa już trzeci rok i treści w nim zebrało się dość dużo. Czy Stowarzyszenie ustaliło stan prawny wszystkich?

Kolejną rzeczą jest oznaczenie autorstwa. Większość wpisów na portalu SBP jest zamieszczana anonimowo (bez wskazania autora), co może być problematyczne przy cytowaniu lub przedrukowaniu wiadomości (możemy podać tylko źródło). Moglibyśmy stwierdzić, że autorem jest Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, ale jest to dość wątpliwe np. przy artykułach sponsorowanych (pomijając sam fakt, że organizacje same w sobie nic nie piszą, a robią to ich członkowie i moim zdaniem warto to pokazać).

Regulamin serwisu mówi co prawda, że “na życzenie autora pod tekstem umieszczane będzie jego imię i nazwisko“, ale praktyka jednak nakazywałaby zastosować sytuację odwrotną, czyli domniemać, że autor nie chce zostać pozbyty autorskich praw osobistych i chce zostać podpisany pod swoim artykułem. W zdrowej sytuacji teksty anonimowe publikowane są raczej rzadko, bo przecież ludzie nie powinni wstydzić się swoich opinii.

Kiedy już jesteśmy przy sprawie regulaminu, to warto zaznaczyć, że ten SBP.pl nie zakłada nadania Stowarzyszeniu przez autora prawa do sublicencjonowania treści, a jedynie udziela “nieodpłatnej i nieograniczonej czasowo licencji niewyłącznej do korzystania z materiałów oraz wykorzystywania (rozpowszechniania i udostępniania) wizerunków osób utrwalonych w materiale na wszystkich polach eksploatacji”. Taki zapis nie uprawnia raczej do nadania przez redakcję SBP żadnej z licencji Creative Commons, ponieważ byłoby to udzielenie sublicencji. Pozostaje nam mieć nadzieję, że Stowarzyszenie uzyskało zgody autorów wszystkich treści na publikowanie ich na licencjach Creative Commons, co jednak wydaje się mało prawdopodobne.

W Bibliosferze nie wszystkie treści dostępne są na licencjach Creative Commons. Wszystkie treści na wolnych lub otwartych licencjach zawierają taką informacje przy nich (zamiast w stopce). Dzieje się tak z prostej przyczyny. Podobnie jak większość innych serwisów publikujemy także, np. na prawach cytatu, fragmenty tekstów lub obrazy, do których nie mamy pełnych praw lub praw do udzielania sublicencji. W ten sposób większość treści wytworzonych przez nas jest dostępna na wolnych licencjach, a równocześnie szanujemy prawa autorów z innych serwisów lub tych, którzy nie udzielili nam prawa do nadania licencji Creative Commons.

Wszystko dlatego, że otwierać też trzeba z głową i patrząc na interesy wszystkich dookoła, także czytelników i autorów, a nie tylko dla dobrego PR-u i poprawy wizerunku. A z samym otwieraniem się Stowarzyszenie też zdaje się mieć problem, o czym świadczy choćby wybrana licencja.


We wpisie wykorzystałem zdjęcie Petera Alexandersona (lic. CC BY-NC-SA)

Fot. Paul Goyette (lic. CC BY-SA)

Strrraszna historia: autor bestsellerów nawołuje do likwidacji bibliotek!

Głośno ostatnio o rzekomej chęci zlikwidowania polskich bibliotek szkolnych. Tymczasem w czwartek natrafiłem na ciekawy artykuł w Guardianie. Ciekawy, ponieważ pokazuje zupełnie odmienny od naszego punkt widzenia na biblioteki. Terry Deary, autor popularnej serii książek  “Strrraszna historia” stwierdził, że biblioteki publiczne są niepotrzebne, szkodliwe i należy je zlikwidować.

Główne zarzuty, jakie stawia to wysoki koszt ponoszony zarówno przez podatników, jak i autorów i wydawców oraz psucie rynku poprzez nieuczciwą konkurencję z księgarniami. Jednak oczywiście tak naprawdę chodzi o pieniądze, które dostaje (a raczej nie dostaje), ponieważ używa prostego przełożenia, że jeżeli ktoś wypożyczył jego książkę, to także by ją kupił.

Tezy są o tyle bardziej kontrowersyjne, że w Wielkiej Brytanii autorzy dostają pieniądze od każdego wypożyczenia ich ksiażki, jednak limitowane do kwoty 6 600 funtów i to zapewne właśnie z powodu tego limitu autor proponuje pozbycie się bibliotek publicznych.

W dalszej części pojawiają się stwierdzenia, że ludzie zapłacą za bilet do kina, jednak oczekują darmowego dostępu do książki, na której podstawie powstał film (biblioteki w UK nie wypożyczają DVD? ;)) oraz że biblioteki nie robią nic dla rynku książek oprócz jego niszczenia — w końcu to przez nie zamykają się kolejne księgarnie (a może już czas na zmianę modelu biznesowego?).

Po pierwsze – nie wiem jak w Wielkiej Brytanii, ale u nas większość bibliotek płaci za książki (a raczej podatnicy za ich pośrednictwem). Pomnóżmy to przez to liczbę bibliotek i liczbę książek, które kupują i dodajmy do tego te 6 600 funtów rocznie dla najbardziej poczytnych autorów i wyjdzie, że wkładają w rynek książki całkiem sporą sumę. Że już nie wspomnę o tym, że zapewniają świetną promocję — ile razy kupiliście inne książki autora po tym, jak przeczytaliście jedną, wypożyczoną?

Po drugie – wypożyczalnie funkcjonują nie tylko w naszej branży. Terry Deary powołuje się na przykład przemysłu samochodowego, który zapadłby się, gdyby powstały darmowe “biblioteki samochodów”. Wypożyczalnie samochodów już istnieją — oczywiście nie są darmowe, ale czy biblioteki publiczne są? Nawet jeżeli nie płacimy abonamentu, to są finansowane z naszych pieniędzy (dobrze byłoby, gdyby wszyscy o tym wiedzieli — może jeszcze więcej osób chciałoby skorzystać z czegoś, za co płaci). Czy wypożyczalnia samochodów płaci producentowi za każdym razem, kiedy ktoś wypożyczy wyprodukowane przez niego auto? 

To prawda, że model biznesowy tradycyjnych księgarni trochę się wyczerpuje. Książki są coraz droższe, a ich posiadanie coraz bardziej luksusowe (powrót do przeszłości?). Dobrze tu działa rozwój ebooków i spadek cen wersji cyfrowych czy wręcz system abonamentowy, który od jakiegoś czasu próbują realizować i polskie firmy. Tym bardziej cieszy, że dzięki bibliotekom każdy może korzystać z fizycznej formy książki, a coraz częściej także z elektronicznej.

Jeżeli już mowa o modelach biznesowych i finansowaniu, to właśnie w powodzenie dobrowolnego systemu abonamentowego wierzę ostatnimi czasy najbardziej. Niedawno było głośno o wejściu na polski rynek Spotify – to bardzo ciekawa usługa, w ramach której za 10-20 PLN miesięcznie można mieć dostęp do ogromnej kolekcji muzyki z całego świata. Ma ona już 20 milionów użytkowników na całym świecie.

Podobne usługi zdobywają coraz większą popularność także w innych branżach i nic dziwnego — często wykupienie stałego dostępu do całej bazy jest bardziej korzystna dla obu stron. A dobrowolność abonamentu i wyboru dostawcy sprawia, że na rynku jest konkurencja i w rezultacie jakość powinna być coraz wyższa — być może jest to dobry kierunek także dla bibliotek?