Fot. Twid (lic. CC BY SA)

Też czuję się okradany przez państwo (i finansowanych przez nie wydawców)

7 marca 2013

Państwo jest złodziejem. Nie rozumiem, czemu każdego dnia jestem przez państwo okradany. Wyobraź sobie, że płacisz za książkę, film czy grę i nie masz do niej łatwego dostępu, a w dodatku każą Ci płacić za nią drugi raz. Byłaby wielka afera! Z podatków finansuje się mnóstwo zasobów, do których nie mamy bezpłatnego dostępu. W Stanach Zjednoczonych jest zasada, że jak jakaś instytucja robi coś z pieniędzy podatnika, to on ma do tego prawo. Z moich podatków finansuje się wydawców, artystów i naukowców, a ja najczęściej nic z tego nie mam – praktycznie zero dostępu do ich twórczości. Czemu mam płacić drugi raz?

Aktywnie korzystam z kultury – chodzę kilka razy w miesiącu do kina, kupuję kilkadziesiąt książek rocznie; trochę mniej gier komputerowych, na które rzadko wystarcza mi czasu. Od niedawna subskrybuję w zagranicznej firmie dostęp do muzyki z całego świata.

Oburza mnie, kiedy wydawcy i artyści nie widzą powodów udostępnienia bez kolejnych opłat treści, które zostały sfinansowane z pieniędzy podatnika. Osobiście wolałbym, żeby większość z tych wydawców nie była w żaden sposób dotowana przez państwo, a podatki zostały obniżone. Ale dopóki nie za bardzo można to zmienić, a oni chętnie biorą nasze pieniądze, to sprawiedliwie byłoby gdyby udostępniali podatnikom to, za co zostało już im zapłacone. Nie podoba im się? Niech nie biorą naszych pieniędzy i wtedy niech sobie to zamykają tak szczelnie, jak tylko im się podoba.

Nawet w zamkniętych prawnoautorsko Stanach Zjednoczonych pojawiła się ostatnio ustawa o udostępnieniu pracy naukowców finansowanej ze środków publicznych. Bo tam akurat do pieniędzy podatnika podchodzi się poważniej. Nie zdziwiłbym się, gdyby za kilka lat już żaden z szanujących się obywateli nie chciał płacić podatków w naszym kraju, w którym codziennie jest okradany.

Nie mam dziecka, ale gdybym je miał, to nie namawiałbym go do płacenia podatków w naszym kraju, skoro są kraje, w których nie byłoby aż tak okradane. Co miałbym powiedzieć? „Kochanie, weź pieniążki i daj wydawcom, a oni udają, że nie było sprawy i poproszą o nie drugi raz”? Nie będę hipokrytą, który nie pozwoli mu wyemigrować i płacić  podatki w kraju, w którym pieniądze nie są aż tak marnowane.

Mówicie, że część z tych finansowanych także z mojej kieszeni utworów znajdę w bibliotekach (równocześnie chcielibyście dostawać dodatkowe pieniądze od każdego wypożyczenia). Mi to nie wystarcza. Po pierwsze biblioteki są okrutnie niedofinansowane i nie stać ich na zakup wszystkiego, a po drugie nie widzę powodów, dla których w erze szybkiego Internetu miałbym nie mieć cyfrowego dostępu do treści, za które już raz, jako podatnik, zapłaciłem.

Że hosting kosztuje? Proponuję skorzystać z rozwiązań peer to peer stosowanych też przez największych dystrybutorów treści (legalnych) na świecie. Takim rozwiązaniem jest np. Torrent. W ten sposób serwery mogłyby zostać znacznie odciążone.

Wszyscy jesteśmy mecenasami kultury i nauki

Artykuł jest nawiązaniem do wywiadu z Maneulą Gretkowską i tekstu Piotra Marciszuka


Wykorzystano zdjęcie użytkownika Twid udostępnione na lic. CC BY SA