Fot. Paul Goyette (lic. CC BY-SA)

Strrraszna historia: autor bestsellerów nawołuje do likwidacji bibliotek!

14 lutego 2013

Głośno ostatnio o rzekomej chęci zlikwidowania polskich bibliotek szkolnych. Tymczasem w czwartek natrafiłem na ciekawy artykuł w Guardianie. Ciekawy, ponieważ pokazuje zupełnie odmienny od naszego punkt widzenia na biblioteki. Terry Deary, autor popularnej serii książek  “Strrraszna historia” stwierdził, że biblioteki publiczne są niepotrzebne, szkodliwe i należy je zlikwidować.

Główne zarzuty, jakie stawia to wysoki koszt ponoszony zarówno przez podatników, jak i autorów i wydawców oraz psucie rynku poprzez nieuczciwą konkurencję z księgarniami. Jednak oczywiście tak naprawdę chodzi o pieniądze, które dostaje (a raczej nie dostaje), ponieważ używa prostego przełożenia, że jeżeli ktoś wypożyczył jego książkę, to także by ją kupił.

Tezy są o tyle bardziej kontrowersyjne, że w Wielkiej Brytanii autorzy dostają pieniądze od każdego wypożyczenia ich ksiażki, jednak limitowane do kwoty 6 600 funtów i to zapewne właśnie z powodu tego limitu autor proponuje pozbycie się bibliotek publicznych.

W dalszej części pojawiają się stwierdzenia, że ludzie zapłacą za bilet do kina, jednak oczekują darmowego dostępu do książki, na której podstawie powstał film (biblioteki w UK nie wypożyczają DVD? ;)) oraz że biblioteki nie robią nic dla rynku książek oprócz jego niszczenia — w końcu to przez nie zamykają się kolejne księgarnie (a może już czas na zmianę modelu biznesowego?).

Po pierwsze – nie wiem jak w Wielkiej Brytanii, ale u nas większość bibliotek płaci za książki (a raczej podatnicy za ich pośrednictwem). Pomnóżmy to przez to liczbę bibliotek i liczbę książek, które kupują i dodajmy do tego te 6 600 funtów rocznie dla najbardziej poczytnych autorów i wyjdzie, że wkładają w rynek książki całkiem sporą sumę. Że już nie wspomnę o tym, że zapewniają świetną promocję — ile razy kupiliście inne książki autora po tym, jak przeczytaliście jedną, wypożyczoną?

Po drugie – wypożyczalnie funkcjonują nie tylko w naszej branży. Terry Deary powołuje się na przykład przemysłu samochodowego, który zapadłby się, gdyby powstały darmowe “biblioteki samochodów”. Wypożyczalnie samochodów już istnieją — oczywiście nie są darmowe, ale czy biblioteki publiczne są? Nawet jeżeli nie płacimy abonamentu, to są finansowane z naszych pieniędzy (dobrze byłoby, gdyby wszyscy o tym wiedzieli — może jeszcze więcej osób chciałoby skorzystać z czegoś, za co płaci). Czy wypożyczalnia samochodów płaci producentowi za każdym razem, kiedy ktoś wypożyczy wyprodukowane przez niego auto? 

To prawda, że model biznesowy tradycyjnych księgarni trochę się wyczerpuje. Książki są coraz droższe, a ich posiadanie coraz bardziej luksusowe (powrót do przeszłości?). Dobrze tu działa rozwój ebooków i spadek cen wersji cyfrowych czy wręcz system abonamentowy, który od jakiegoś czasu próbują realizować i polskie firmy. Tym bardziej cieszy, że dzięki bibliotekom każdy może korzystać z fizycznej formy książki, a coraz częściej także z elektronicznej.

Jeżeli już mowa o modelach biznesowych i finansowaniu, to właśnie w powodzenie dobrowolnego systemu abonamentowego wierzę ostatnimi czasy najbardziej. Niedawno było głośno o wejściu na polski rynek Spotify – to bardzo ciekawa usługa, w ramach której za 10-20 PLN miesięcznie można mieć dostęp do ogromnej kolekcji muzyki z całego świata. Ma ona już 20 milionów użytkowników na całym świecie.

Podobne usługi zdobywają coraz większą popularność także w innych branżach i nic dziwnego — często wykupienie stałego dostępu do całej bazy jest bardziej korzystna dla obu stron. A dobrowolność abonamentu i wyboru dostawcy sprawia, że na rynku jest konkurencja i w rezultacie jakość powinna być coraz wyższa — być może jest to dobry kierunek także dla bibliotek?

  • Iza

    Miałam podobne stany podczas konferencji, to znaczy miejscami towarzyszyła mi chęć rozdwojenia (minimum rozdwojenia);-) Dziś, już po wizycie w Łodzi żałuję, że wybrałam się na FMB pierwszy raz dopiero w tym roku. Jak ja mogłam do tej pory przegapiać tę imprezę??? Jestem bardzo zadowolona, że poznałam wiele osób (także i Was, ludzi Bibliosfery).
    Cieszy, że to, co mówiłam na FMB, zyskało uznanie Pani Redaktor! :-) W ogóle nie liczyłam na powodzenie mojego wystąpienia.
    Pozdrawia

  • Paula

    Szkoda, że nie mogłam uczestniczyć w całej konferencji, ale za to wieczory z młodymi bibliotekarzami były naprawdę przemiłe :-) Lekki chaos organizacyjny był wyczuwalny, ale ludzie – super – i o to chodzi :-)
    Odnośnie modnej i nadużywanej Prezi… Z Prezi jest jak z pechakucha – nie do wszystkiego się nadaje! Rozwijając: uważam, że każdy rodzaj prezentacji jest dobry z innej okazji, pewnych rzeczy nie da się pokazać sensownie w PowerPoincie naszym tradycyjnym i wtedy sięgajmy po Prezi. Pechakucha jest dobra na dynamiczny krótki przekaz – mam wrażenie, że najlepiej spełnia swoją funkcję, kiedy stosujemy ją żeby się czymś pochwalić, pokazać coś ciekawego, kogoś zainspirować lub zdać relację. A Prezi? Stosujmy do tematów, które fajnie zaprezentować na swoistej mapie myśli. Tematów, które wymagają aby jasne były relacje pomiędzy kolejnymi pojęciami, czy wydarzeniami itp. Tak, aby forma nie przerastała treści.
    Nie stosujmy pechakucha, jeśli nie jesteśmy równie dynamiczni, nie stosujmy Prezi, jeśli przekaz tego nie wymaga, nie stosujmy PowerPointa po to tylko, żeby odczytać, to co umieściliśmy na slajdzie itd.
    Ale co ja będę dużo gadać, jest też tak, że prezi uzależnia ;) i ja o tym wiem z własnego doświadczenia …

  • To moja wina. Kiedyś miałem całą ówczesną kolekcję “Strrrasznych historii” i oddałem ją do biblioteki publicznej.

    Efekt motyla najwyraźniej.

  • Pingback: Co czytali bibliotekarze w 2013 roku? – Dominika Paleczna - bibliosfera.net()