Barbed wire

SBP uwalnia swój portal… przez pomyłkę – dwa kroki w przód, jeden krok w tył

26 lutego 2013

Mam obawy, że szumne “otwarcie portalu” SBP.pl niestety miało mieć jedynie efekt medialny: “Weźmy nasze najmniej wartościowe treści, nadajmy im najbardziej restrykcyjną z otwartych licencji i nazwijmy to szumnie otwartym portalem”. Niestety wydaje się, że znów pominięto trochę przy tym prawa autorów, zabezpieczając jedynie prawa Stowarzyszenia jako instytucji. Poza tym licencja nadana przez SBP nie pozwala na tworzenie utworów zależnych, a jedynie przedruki w celach niekomercyjnych.

***

Ucieszyła mnie umieszczona w czwartek w portalu Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich informacja o “otwarciu portalu” i publikowania treści na wolnej licencji Creative Commons-Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach (CC BY-SA). Licencja ta pozwalałaby wszystkim na ponowne wykorzystanie zasobów serwisu pod warunkiem wskazania autorstwa i udostępnienia na tych samych warunkach:

Screen Shot 2013-02-21 at 22.47.48

Ucieszyło mnie to tak bardzo, że postanowiłem podzielić się informacją o tym z kolegą, który zwrócił moją uwagę na stopkę serwisu, w której widnieje inna licencja niż ta wymieniona w niusie. Już wcale nie tak wolna, o czym napisała też w komentarzu Ewa Rozkosz:

Screen Shot 2013-02-22 at 09.44.43

Faktycznie w stopce możemy przeczytać, że serwis jest dostępny na CC BY-NC-ND, która jest najbardziej restrykcyjną licencją Creative Commons, która nie pozwala na tworzenie dzieł zależnych i użytkowanie komercyjne:

Screen Shot 2013-02-21 at 22.48.16

Wymiana maili z redakcją serwisu szybko sprowadziła mnie na ziemię i wyklarowała, że wolna licencja dostała się do wiadomości przez pomyłkę. Już po chwili nius został poprawiony:

Screen Shot 2013-02-22 at 09.36.13

Obowiązuje więc faktycznie licencja ze stopki. Jednak co właściwie jest nią objęte? Informacja głosi, że “treści na portalu”. Obejmuje więc także przedruki tekstów z mediów, grafiki, zdjęcia, pliki z dostępnego przez sbp.pl archiwum cyfrowego? Zakładam, że tak.

Zastanawiam się jednak nad tym jak SBP poradziło sobie z rozwiązaniem kilku kwestii, czyli np. tekstami, do których nie ma praw do udzielania licencji (przedruki, teksty osób trzecich, artykuły sponsorowane). Nowa licencja działa w tym przypadku wstecz, ponieważ informacja o niej została umieszczona w stopce na każdej podstronie. Portal działa już trzeci rok i treści w nim zebrało się dość dużo. Czy Stowarzyszenie ustaliło stan prawny wszystkich?

Kolejną rzeczą jest oznaczenie autorstwa. Większość wpisów na portalu SBP jest zamieszczana anonimowo (bez wskazania autora), co może być problematyczne przy cytowaniu lub przedrukowaniu wiadomości (możemy podać tylko źródło). Moglibyśmy stwierdzić, że autorem jest Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, ale jest to dość wątpliwe np. przy artykułach sponsorowanych (pomijając sam fakt, że organizacje same w sobie nic nie piszą, a robią to ich członkowie i moim zdaniem warto to pokazać).

Regulamin serwisu mówi co prawda, że “na życzenie autora pod tekstem umieszczane będzie jego imię i nazwisko“, ale praktyka jednak nakazywałaby zastosować sytuację odwrotną, czyli domniemać, że autor nie chce zostać pozbyty autorskich praw osobistych i chce zostać podpisany pod swoim artykułem. W zdrowej sytuacji teksty anonimowe publikowane są raczej rzadko, bo przecież ludzie nie powinni wstydzić się swoich opinii.

Kiedy już jesteśmy przy sprawie regulaminu, to warto zaznaczyć, że ten SBP.pl nie zakłada nadania Stowarzyszeniu przez autora prawa do sublicencjonowania treści, a jedynie udziela “nieodpłatnej i nieograniczonej czasowo licencji niewyłącznej do korzystania z materiałów oraz wykorzystywania (rozpowszechniania i udostępniania) wizerunków osób utrwalonych w materiale na wszystkich polach eksploatacji”. Taki zapis nie uprawnia raczej do nadania przez redakcję SBP żadnej z licencji Creative Commons, ponieważ byłoby to udzielenie sublicencji. Pozostaje nam mieć nadzieję, że Stowarzyszenie uzyskało zgody autorów wszystkich treści na publikowanie ich na licencjach Creative Commons, co jednak wydaje się mało prawdopodobne.

W Bibliosferze nie wszystkie treści dostępne są na licencjach Creative Commons. Wszystkie treści na wolnych lub otwartych licencjach zawierają taką informacje przy nich (zamiast w stopce). Dzieje się tak z prostej przyczyny. Podobnie jak większość innych serwisów publikujemy także, np. na prawach cytatu, fragmenty tekstów lub obrazy, do których nie mamy pełnych praw lub praw do udzielania sublicencji. W ten sposób większość treści wytworzonych przez nas jest dostępna na wolnych licencjach, a równocześnie szanujemy prawa autorów z innych serwisów lub tych, którzy nie udzielili nam prawa do nadania licencji Creative Commons.

Wszystko dlatego, że otwierać też trzeba z głową i patrząc na interesy wszystkich dookoła, także czytelników i autorów, a nie tylko dla dobrego PR-u i poprawy wizerunku. A z samym otwieraniem się Stowarzyszenie też zdaje się mieć problem, o czym świadczy choćby wybrana licencja.


We wpisie wykorzystałem zdjęcie Petera Alexandersona (lic. CC BY-NC-SA)

  • No i niestety, kolejny (po TPB:AFK, który w ogłoszeniu Kickstarterze też miał być na CC BY-SA, a ostatecznie poszedł na CC BY-NC-SA) przykład, że marka Creative Commons świetnie się sprawdza jako openwashing machine. CC najwyraźniej widzi ten problem, i chce go rozwiązywać poprzez lepsze rozróżnienie, które licencje są wolne, a które nie (np. przez pieczęć Wolnych Dóbr Kultury w wybieraczce licencji).

    Moim zdaniem jest to rozwiązanie co najwyżej połowiczne, ale myślę, że tak czy inaczej powinniśmy wszyscy pomóc w jego realizacji – np. zaprzestając nazywania licencji „otwartymi” tylko dlatego, że są firmowane przez CC i zwracając uwagę, gdy ktoś takiego utożsamienia marki CC z „otwartością” dokonuje. :)