Fot. Jackson Carson (CC-BY-NC-ND)

SBP zamknięte. Kiedy Open Access?

25 października 2012

Trwa Międzynarodowy Tydzień Open Access. Z tej okazji na stronie Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich wielki banner. To my głośno pytamy: kiedy możemy oczekiwać Open Acccess (albo chociaż wersji cyfrowych) książek i czasopism Wydawnictwa SBP? I nie, nie mamy na myśli tych starych sprzed 2010 r. ;)

W opublikowanym niedawno w serwisie Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich anonimowym niusie możemy przeczytać:

[…] Biblioteki powinny nie tylko pośredniczyć w dostępie do informacji, ale włączać się w tworzenie otwartych repozytoriów, bibliotek cyfrowych i innych przestrzeni do wymiany informacji i treści, które będą dostępne bez ograniczeń technologicznych, fizycznych czy prawnych.

Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich uznaje zapewnienie otwartego dostępu do wiedzy za jedno z kluczowych zadań, jakie stoją przed współczesnym społeczeństwem, instytucjami i organizacjami. Stanowisko Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich dotyczące Open Access jest zgodne z rekomendacjami Koalicji Otwartej Edukacji, której SBP jest członkiem-założycielem […]

Na stronie Koalicji Otwartej Edukacji w zakładce “Otwartość” możemy poznać jej cel:

Celem KOED jest przede wszystkim działanie na rzecz budowania w Polsce otwartych zasobów wiedzy, edukacji i kultury, tzn. doprowadzenie do takiej sytuacji, w której uczeń, student, nauczyciel, naukowiec oraz każdy inny obywatel będzie mógł w Internecie znaleźć wystarczająco dużo otwartych źródeł wiedzy, polskich zasobów cyfrowych różnego typu, by móc wykorzystać je nie tylko w edukacji, ale i także do innych celów ważnych dla niego.

Tymczasem, jak wszyscy wiemy, czasopisma i książki Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich nie są wydawane w formule Open Access. Szewc bez butów chodzi? Jakby tego było mało, prawie żadnej publikacji Stowarzyszenia nie można nawet kupić w wersji elektronicznej (sic!). Dodajmy do tego to, że część z nich nie ma nawet indeksu przedmiotowego, czyli nawigacja po nich jest bardzo utrudniona.

Wychodzi na to, że największa organizacja biblioteczna w kraju zaleca bibliotekom i instytucjom akademickim publikowanie zasobów w otwartym dostępie, ale sama tych zaleceń nie stosuje. W konsekwencji tym samym bibliotekom utrudnia dostęp do publikacji z branży.

Pamiętacie hasło Forum Młodych Bibliotekarzy 2011: „OtwarciBibliotekarze.eu” i głośne obietnice publikacji pokonferencyjnej na wolnych licencjach? Publikacja chyba nawet nie doczekała druku, a jakby tego było mało na tegorocznym Forum Stowarzyszenie zaserwowało prelegentom dość niekorzystą umowę zakładającą udzielenie SBP wyłącznej licencji do publikacji zarówno w druku, jak i elektronicznie (oczywiście nieodpłatnie). Ja nie podpisałem.

6 października wysłałem do Przewodniczącej i biura Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich e-mail z pytaniem:

Dzień dobry,

chciałbym się dowiedzieć, jaki jest stosunek Stowarzyszenia
Bibliotekarzy Polskich do Open Access i tzw. otwartych licencji, jak np. licencje Creative Commons.

Czy Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich popiera te idee? Jeżeli tak, to czy angażuje się jakoś w ich promocję?


Z poważaniem,
Krzysztof Lityński

Przez pięć dni nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, więc kiedy nadarzyła się okazja w czasie Kongresu Bibliotek Publicznych, zapytałem o to na żywo:

Elżbieta Stefańczyk powiedziała, że część starszych publikacji SBP jest dostępna w tzw. Archiwum cyfrowym SBP. To prawda, jednak są to publikacje dość stare, z których spora część ma już wartość jedynie historyczną. Najnowsza dostępna w Archiwum książka jest z 2007 roku, a czasopismo z 2009 r.

Kolejna sprawa to jakość dostępnych w Archiwum publikacji. Niestety są to tylko skany w formacie DjVu, czyli zdjęcia z nałożną w procesie automatycznego rozpoznawania znaków warstwą tesktową. Zastosowane algorytmy nie radzą sobie z poprawnym odczytywaniem słów (a w szczególności nie zapisują poprawnie polskich znaków), przez co utrudnione jest cytowanie publikacji i dostęp przez osoby niewidome.

O ile umieszczenie skanów jest zrozumiałe w przypadku publikacji z ubiegłego wieku, o tyle trudno mi uwierzyć, że nikt nie przechowuje oryginalnych plików z publikacji tego stulecia przygotowanych na komputerach. Czemu więc wydawać (czy też: marnować) pieniądze na skanowanie i późniejszą obróbkę, która nie dościga oryginałów? Czyżby wspomniane w wywiadzie finansowanie z grantów?

Szczerze mówiąc cały czas mam nadzieję, że mamy po prostu do czynienia z nieporozumieniem i wkrótce ta sytuacja zostanie naprawiona. Sama Elżbieta Stefańczyk powiedziała w rozmowie, że w ciągu kilku miesięcy możemy liczyć na jakieś zmiany, co niewątpliwie cieszy (zobaczymy za pół roku). A moje życzenia dla Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich na 95-lecie to: otwartości! :)

Dedykacja muzyczna:

We wpisie wykorzystano zdjęcie Jacksona Carsona (CC-BY-NC-ND)

  • Magdalena Kokosińska

    Publikacja z zeszłorocznego Forum jeszcze się nie ukazała. Najpierw miała być jakoś w pierwszym kwartale 2012, potem nagle termin przesunięto na wrzesień, ale mamy końcówkę października, a publikacji ani widu, ani słychu. Do tego właściwie brak osoby odpowiedzialnej za ukazanie się tekstów konferencyjnych w druku, kiepska komunikacja elektroniczna, konieczność przesyłania przez prelegentów tego, co już dawno zostało wysłane. W Lublinie rok wcześniej takich problemów nie było. No, ale to już odrębny temat… ;)

  • Olgierd

    Nie narzekaj, masz przecież http://www.sbp.pl/library_review ze świeżutkimi 
    (jak w repozytorium SBP) artykułami. Co do zmian w polityce wydawniczej SBP warto od razu wspomnieć, że świat dokumentów cyfrowych nie kończy się na pdf`ach i wielu bibliotekarzy wolałoby zakupić (bo w OA w wydaniu SBP jakoś nie mogę uwierzyć, no może w kolejnym stuleciu organizacji. Jeśli dożyje…) epuba, mobi lub inny format czytniko-lubny.

    • @Olgierd:twitter: http://www.sbp.pl/library_review to jeden z niewielu pozytywnych przejawów. Pokazuje, że jak jest motywacja, to się da i nawet jest w miarę estetycznie (pomijając błędy typograficzne jak ok. 140 znaków w linii). Szkoda, że wydaje się to być jednorazową akcją (grant?), a nie nowym standardem.

      Pozytywnie zapatruję się za to np. na Komisję Edukacji Informacyjnej, w której Open Access i Creative Commons wydaje się być już teraźniejszością, a nie tylko powiewiem nadchodzącej przyszłości. To jednak mimo wszystko trochę za mało.

  • Jagoda

    W nowej bibliotece akademickiej Uniwersytetu Śląskiego, zwanej CINiBA można za pomocą automatu zwanego “Wypożyczacz” coś sobie wypożyczyć, jest też nocno-świąteczny “Zwrotomat”, który przydziela oddaną książkę do odpowiedniego działu-wózka i w dodatku nie przyjmuje książek z innych bibliotek ani też puszek po piwie!

  • Kiedy przechodziłam przez warszawski dworzec centralny i poszłam rzucić okiem na maszynę, spotkałam przy niej przedstawiciela wydawnictwa Muza, z którym chwilę porozmawiałam.

    Próbował on naprawić błędy, jakie zdarzają się przy wydawaniu książek i testował działanie maszyny. Okazuje się, że z niektórych rzędów książki spadały bez problemu, a z innych zdarzało się, że spadały w pionie lub zaczepiały się jeszcze zanim zleciały do szuflady — w tej drugiej sytuacji jednak nic wielkiego się nie dzieje, bo wystarczy porządnie maszynę raz lub dwa razy klepnąć. ;)

    Z płatnością podobno zdarzają się problemy, jeżeli karta wymusza wprowadzenie PIN-u.

    Zastanowiło mnie, dlaczego właściwie przy maszynie spotkałam przedstawiciela Wydawnictwa, a nie kogoś z firmy udostępniającej/obsługującej automaty. Okazało się, że firma ta stacjonuje w Radomiu. Dlatego wydawnictwo samo musiało sprostać problemom ze sprzętem.

    Przy okazji spytałam o sprzedaż książki. Tylko w warszawskim automacie kupiono wczoraj ponad 100 egzemplarzy — to chyba całkiem niezły wynik jak na jeden wieczór?

  • Jeszcze jedno. Jeżeli ktoś się obawia, że książce podczas spadania może stać się krzywda, to uspokajam: szansa jest niewielka, ponieważ książki są szczelnie zabezpieczone folią — nie odgnie się więc okładka, ani nie pomną się kartki. :)

  • Firma z Radomia (to musi być chyba gdzieś w innej galaktyce), tylko niektóre się zaczepiają lub spadają w pionie, a Pan z Wydawnictwa dopiero testuje. Ale dobra nasza, 100 egz. to świetny wynik. Pani Dominiko! Chyba jednak można wymagać więcej. A autorowi, którego czytam namiętnie, zalecałbym zastrzeżenie w umowie, że automaty mają być japońskie. Wtedy spotkałaby Pani serwisanta z Tokio, który przyleciałby porannym samolotem. Jeśli miałby po co.

  • A filmik to jako żywo, 135-ta standardowa odpowiedź administratora: “U mnie działa…”

    • Akurat nagrałam fragment, kiedy działało. Ale nie za każdym razem tak się udawało. ;) Wtedy pan próbował poprawić ułożenie sprężyn — mam nadzieję, że to co tam robił faktycznie pomogło.

  • Izabella

    Na szczęście maszyna nie zastąpi człowieka :)
    Gratuluję cierpliwości i pomysłowości!

  • Iza

    Relacja z zakupu automatowego pierwsza klasa! (jak na dworzec PKP przystało! ;-)) Dziękuję, bo bardzo byłam ciekawa, jak to przebiega i czy cieszy się powodzeniem. Szkoda, że na dworzec w Katowicach wpuścili wczoraj pendolino, zamiast automatu z Murakamim :(

  • Jest postęp. W automacie pojawiła się duża kartka, że “w razie kłopotów….” i dalej mail i kilka numerów telefonów (!). A sztywny folder, który mnie uratował to “Kliczków Castle”. Chciałem to odnotować, żeby było wiadomo, kto nie skąpi na porządną poligrafię