OPAC

Jakich słów nie powinien wymawiać Twój biblioteczny katalog?

19 marca 2012

Jest to drugi tekst z cyklu artykułów, który rozpocząłem w styczniu tekstem Dlaczego Web 0.2 w katalogach bibliotecznych nie działa?Drugim punktem z listy rzeczy, które powinien mieć Twój OPAC zanim dodasz do niego elementy Web 2.0 był „Przyjazny interfejs stosujący słownictwo użytkownika końcowego, a nie fachowe” i tym problemem chciałbym się dziś zająć.

Nie tak dawno, bo 29 lutego został opublikowany artykuł  Library Terms That Users Understand (Terminy biblioteczne, które rozumieją użytkownicy) autorstwa  Johna Kupersmitha. Jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy mają jakiś wpływ na kształtowanie katalogów bibliotecznych i stron bibliotek, a w szczególności słów w nich używanych.

Jak wiemy, w bibliotekarstwie istnieje wiele terminów, których nasi użytkownicy końcowi po prostu nie rozumieją i których umieszczenie w bibliotecznym katalogu na pewno im nie pomoże, a tylko utrudni dotarcie do materiałów, których szukają. Jak możemy przeczytać w artykule, średnio tylko 52% przeszukiwań bibliotecznych katalogów i baz danych kończy się sukcesem, a jednym z ważniejszych tego powodów jest użycie nieodpowiedniej terminologii.

Wśród terminów najmniej zrozumiałych pojawiły się skróty i nazwy marek, „baza danych”, „katalog biblioteczny”, „e-czasopisma”, „indeks”, „wypożyczanie międzybiblioteczne”, „periodyk”, „wydawnictwa ciągłe”, „odsyłacz” czy „zasób”.

W dalszej części artykułu pojawiają się praktyczne porady dotyczące wybierania odpowiednich słów dla różnych elementów katalogu czy strony biblioteki. Warto się z tymi poradami zapoznać i je stosować. Warto też prześledzić tabelę zawierającą wyniki testów i badań odnoszącą się do konkretnych terminów i podającą często duże lepsze zamienniki (oczywiście całość po angielsku, więc nie wszystko będzie miało odzwierciedlenie w Polsce).

Postanowiłem stworzyć listę terminów nieodpowiednich w polskich katalogach, którą Wy wszyscy możecie poszerzać, dodając swoje propozycje w komentarzach (będę aktualizował listę na bieżąco). Część pożyczam od autora wspomnianego artykułu ale zdecydowanie się na to nie zamykam. A więc…

Lista słów i skrótów, które nie powinny występować w OPAC-u lub na stronie biblioteki…

…jeżeli nie masz pewności, że żaden użytkownik końcowy (który nie jest bibliotekarzem) nigdy ich nie zobaczy. W nawiasach kwadratowych podaję proponowane zamienniki (oczywiście ich użycie zależy od kontekstu) — jeżeli jeszcze ich nie ma, a masz pomysł, to dopisz w komentarzu. :)

  1. OPAC, katalog [wyszukiwarka, szukaj książek, znajdź książki]
  2. hasło przedmiotowe, hasło korporatywne, hasło osobowe
  3. nazwa imprezy [nazwa wydarzenia?]
  4. wydawnictwa ciągłe, periodyki [gazety lub czasopisma]
  5. zasób, zasoby [nazwy typów jak „książki” lub „czasopisma”; egzemplarze]
  6. KHW, LKHW
  7. UKD
  8. MARC/MARC21 (dotyczy to też używania alfanumerycznych etykiet MARC)
  9. rekord
  10. WMB (wypożyczanie międzybiblioteczne)
  11. baza danych [baza czasopism; czasopisma?; znajdź czasopisma?; znajdź artykuły?; szukaj artykułów?; szukaj czasopism?; artykuły z czasopism?]
  12. lista A-Z, A to Z [lista czasopism?]
  13. abstrakt (w bibliotekach publicznych, gdzie użytkownicy często nie spotkali się wcześniej z tym terminem) [streszczenie, o treści, o czym jest?]
  14. odsyłacz (w sensie bibliotecznym, a nie informatycznym)
  15. prolongata [przedłużenie terminu zwrotu?]

 Ale bibliotekarze potrzebują tych terminów i je rozumieją!

Tak, wiem. Jeżeli etykiety te są niezbędne do wyszukiwania przez bibliotekarza czy innego specjalistę informacji, to może powinniśmy oferować im osobny interfejs wyszukiwawczy?

Czekam na Wasze propozycje i opinie. :)

We wpisie wykorzystano fotografię OPAC (Online Public Access Catalogue), autor: Enokson/flickr (lic. CC-BY)

  • http://dominika.bibliosfera.net Dominika Paleczna

    Mój koszmar to wyszukiwanie po numerze systemowym – przerażająco wiele razy coś takiego widziałam w OPAC-ach. Tu już nawet nie chodzi o etykietę, ale o sam fakt. A żeby nie być gołosłowną: analizowałam ponad 50 000 zapytać do jednego z OPAC-ów, który właśnie oferował przeszukiwanie po numerze systemowym. Indeks nie został wykorzystany ani razu – nawet przez pomyłkę.

    (Oczywiście nie neguję potrzeby wyszukiwania po wszelkich identyfikatorach w interfejsie bibliotekarza – wręcz przeciwnie.)

  • Sylwia Czub-Kiełczewska

    Ja nigdy nie rozumiałam (mówię jako czytelnik) “wyszukiwania po haśle” lub “wyszukiwania słowa w haśle” (np. na stronie BUW). I po co używać zwrotu “wpisz termin wyszukiwawczy”? Czy nie byłoby prościej “wpisz szukaną frazę”?

    • Magdalena Kokosińska

      U nas ludzie nie rozumieją słowa “fraza” :)

  • Piotr

    U nas przez lata funkcjonował koszmarek “brak egzemplarzy w tej lokalizacji” hahahahahah

  • Ewa R.

    Do listy dodałabym:
    – nr inwentarzowy, inwentarz (numer książki),
    – sygnatura (w przypadku wolnego dostępu nie ma co rzeźbić, wystarczy zastosować ‘dział’ lub ‘numer działu’)
    – cytata wydawnicza (tytuł książki, tytuł czasopisma), pewnie nie pojawiło się w cytowanym artykule, jako że angielskie słowo source jest bardziej czytelne dla końcowego użytkownika.

    • Krzysztof Lityński

      Co do numeru inwentarzowego to nie jestem do końca przekonany…. nie jest to używane gdzie indziej? Może dopytajmy użytkowników? :)

      Sygnatura i cytata moim zdaniem też zdecydowanie do wymiany.

  • lilam

    jeden z największych koszmarków jaki widziałam (dzięki czytelnikowi, który zadał mi pytanie) to wersja polska Europeany. Pojawia się tam w opsie “Chmura haseł przedmiotowych”.
    Czy to oznacza, że do DublinCora wciskamy, na siłę, w miejsce słów kluczowych – hasła przedmiotowe??? To ma pomóc? ,komu? chyba nie odbiorcy treści cyfrowych. Mało, że hasłą przedmiotowe, to jescze ta Chmura, tak jakby miała coś wspólnego z hasłami przedmiotowymi. Tłumaczowi i decydentowi można przyznac jakąś super nagrodę, może coś wymyślimy…

  • ula

    PROLONGATA – to dopiero trudne słowo…

    • Krzysztof Lityński

      ooo, nie wiem, jak mogłem zapomnieć o tym koszmarku…

      A czym zastępujemy? Bo “przedłużenie” też się może różnie kojarzyć… ;)

      • maciek

        no bez przesady. Prolongata to ładne słowo i ma jednoznaczne znaczenie. Jak zmienicie na przedłużanie, to google gotowy oznaczyć stronę jako spam ;)

  • Krzysztof Lityński

    Dziś wpadło mi do głowy: “fasety” i “zawężanie fasetowe”!

  • Pingback: Pani Prezydent a sprawa polska. | Temporary Title

  • Ewa Rozkosz

    “Publication” (Publikacja) lub “Source” (Źródło) jako tytuł czasopisma. To taki mały grzeszek popełniany przez dostawców baz pełnotekstowych.

  • Agata K

    być może ma jednoznaczne znaczenie, ale nie każdy czytelnik je rozumie… jestem za dodaniem go do listy! :)

    • Magdalena Kokosińska

      My zamieniłyśmy “prolonguj” na “przedłuż termin zwrotu” – dłuzej, ale bardziej zrozumiale.

    • http://bibliosfera.net/ Krzysztof Lityński

      Dodane. ;)

  • Agata K

    może w katalogu się tego nie spotka, ale słówko zawsze wzbudza uśmiech na mojej twarzy i konsternację u tych niebibliotecznych… SKONTRUM :)

  • Marta

    Ogólnie racja, ale słowo katalog wydaje mi się zrozumiałe dla czytlników. Niektórzy nawet sami z siebie się o niego pytają :)

  • Magdalena Kokosińska

    Z ostatniej chwili – jedna z bibliotek wdrożyła OPAC-a. Info na stronie: “Pragniemy poinformować, że [...] został udostępniony [...] moduł on-line programu bibliotecznego [...]“.

  • http://www.pulowerek.pl/ Maciek Rynarzewski

    Panie Aleksandrze – bardzo cenny głos w dyskusji!

    Znalezienie satysfakcjonującej i uniwersalnej odpowiedzi na te pytania jest ponad moje siły. W formie felietonu opisałem tylko, że to jak akcja “Nie czytasz…” widzi odpowiedzi na te właśnie pytania o których Pan pisze, nie przemawia do mnie. To chyba nie wstyd w tak skomplikowanej sytuacji przyznać, że nie mam swojej recepty, ale jednocześnie ta wystawiona przez nich do mnie nie trafia.

    Co dalej? Jak działać? Nie wiem, ale wiem, że szowinizmy w każdej odmianie są groźne i ten czytelniczy bardzo mi nie pasuje. Wolę już nie robić nic, niż w wyniku takiej czy innej akcji 5 zachęcić – 10 trwale zniechęcić do czytelnictwa.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000093615135 Dorota Sochocka

    Rozumiem, że mówi Pan o “nieczytających” i wkradł się błąd. “Ja czytam – ok, ty nie czytasz -ok” to postawa, a nie dialog. Myślę, że punktem wyjścia do rozmowy musiałoby być zadanie pytania “co byłoby w stanie zachęcić Cię do czytania?”, “jaką musiałbyś mieć motywację, żeby zacząć czytać”. Mądrze wykorzystane odpowiedzi mogłyby zmienić kampanie, które przestałyby być “strzelane” na ślepo. Ich autorzy są przekonani, że spot podziała na nieczytających. Tymczasem podobają się tylko tym, którzy czytają, czyli nie są grupą docelową. Więc chyba coś poszło nie tak, prawda?

    A czytelnictwo powinno być promowane – jest dobre dla społeczeństwa, ma na celu ich rozwój. Tylko trzeba zrobić to w inny sposób. Jaki? Jeszcze nie wiem – nie jestem też specjalistą. Ale są ludzie, którzy mogliby poprzez dokładne badania sprawdzić co trzeba zrobić, żeby zacząć trafiać do dobrej grupy docelowej.

  • http://sites.google.com/site/oleradwa Aleksander Radwański

    “Znalezienie satysfakcjonującej i uniwersalnej odpowiedzi ” na dowolne pytanie jest trudne, ale trzeba mieć odwagę formułować chociaż robocze hipotezy jeśli się ma odwagę oceniać czyjeś działania. Inaczej ugrzęźniemy w subkulturze “lajków” i “twittów”, która nie wydaje mi się szczególnie atrakcyjna ani płodna intelektualnie.

  • http://sites.google.com/site/oleradwa Aleksander Radwański

    Tak, to błąd, chodziło o nieczytających.
    OK, rozumiem, postawa. Bardzo poprawna ale niestety lekko podszyta hipokryzją. Bo jak nieczytanie jest OK, to po co to zmieniać? No więc chyba nie jest OK, ale trzeba to właściwie powiązać i tu widzę słabość wspomnianych akcji. Rzeczywiście mogą nie trafiać do adresata, ale nie dlatego, że grzeszą poczuciem wyższości tylko dlatego, że źle tą wyższość uzasadniają. Nie trzeba być przy tym aroganckim, ale nie udawajmy też głupków. Człowiek nieczytający jest jednak o coś uboższy.
    Odpowiedź “”czytanie jest dobre dla społeczeństwa” jest poprawna ale trochę mechaniczna. Może warto to jednak pogłębić i zaproponować coś.
    Też jestem zwolennikiem, żeby badać. I to jest bardzo słuszny postulat. Dlatego może warto również zbadać, czy krytykowane akcje były rzeczywiście tak tragicznie chybione. Z faktu, że nie przekonały mnie, Pani czy znanych nam ludzi jeszcze nie wynika, ze nie odniosły efektu.
    To tylko moje wrażenia z lektury Państwa tekstów. Więcej odwagi w kreowaniu własnych pomysłów! Czekanie na specjalistów może się okazać bardzo długie.