2088902012_759037f767_z[1]

Ranking bibliotek — czy jakość bibliotek można mierzyć (wyłącznie) cyferkami?

23 listopada 2011

Dzisiaj w “Rzeczpospolitej” pojawił się “Ranking bibliotek” (dopiero jak się wczytamy, to dowiemy się, że małych), któremu towarzyszył krótki artykuł. Wszystko fajnie, tylko myślę, że warto się zastanowić, czy naprawdę możemy tworzyć ranking na podstawie wyłącznie współczynników ilościowych. Jak czytamy w artykule:

[…] Ocenialiśmy: powierzchnię biblioteki i filii w przeliczeniu na 1000 mieszkańców, ile godzin tygodniowo jest czynna biblioteka, wielkość księgozbioru w przeliczeniu na 100 mieszkańców, nowe książki zakupione w 2010 r., szkolenia, udział dotacji podmiotowej dla biblioteki w budżecie gminy w 2010 r., pozyskane przez bibliotekę środki pozabudżetowe w 2010 r. […]

Przyznawaliśmy też punkty za dostępne dla czytelników tytuły prasowe […], udogodnienia dla osób niepełnosprawnych i posiadanie strony internetowej, dostępność Internetu dla czytelników, działające przy bibliotece kółka czytelnicze, artystyczne, literackie etc. oraz wolontariat. Kolejne 20 pkt można było uzyskać, jeśli strategia rozwoju gminy zawierała strategię rozwoju biblioteki.

Oprócz odpowiedzi na ankietę wykorzystaliśmy dane z GUS o liczbie czytelników w bibliotece na 1000 mieszkańców oraz liczbie wypożyczonych książek przez jednego czytelnika w 2010 roku. […]

Uważam, że to dobrze że tworzone są takie rankingi i gratuluję pierwszej setce, ale czegoś mi tutaj brakuje…

Statystyki są cierpliwe…

… i tak naprawdę nie są żadnym wyznacznikiem.

Niezręcznie to pisać, ale pewnie wielu z Was zdaje sobie sprawę, że w placówkach, których pozycja zależy od statystyk, zdarzają się czasem nadużycia polegające na tzw. ich “nabijaniu”. Doprowadza to czasem do wręcz śmiesznych sytuacji, kiedy okazuje się że najmniejsza filia biblioteki, w której nigdy nie ma czytelników nagle w statystykach wykazuje więcej odwiedzin niż tłumnie odwiedzana dużo większa placówka w tej samej okolicy. W prężnie działających bibliotekach nie ma czasu na nabijanie statystyk. ;)

Kto na tym traci?

Na tym, jak teraz konstruowany, był ranking tracą na pewno instytucje, które zajmują się szerszą działalnością niż wypożyczanie książek i np. te, które nie mają czasu na nabijanie w systemie każdej czytanej w czytelni gazety (lub czasopisma). Oprócz tego te biblioteki, które wolą zrobić mniej, a w sposób bardziej dopracowany (oczywiście i tu można przesadzić).

W następnej kolejności mogą stracić użytkownicy, których biblioteki tak skupią się na statystykach, że zapomną o ich potrzebach.

Dla kogo jest ten ranking?

Dla kogo jest ogólnopolski ranking bibliotek? Na pewno nie dla zwykłych czytelników — nikt raczej nie będzie jechał na drugi koniec Polski, aby korzystać z usług dużo lepszej biblioteki. Trudno też oczekiwać, że jakiś użytkownik będzie sprawdzał, czy w gminach obok nie ma lepszej placówki. Kto to na pewno sprawdzi? Bibliotekarze. No i być może ktoś z urzędu gminy lubi inni organizatorzy lub sponsorzy.

Zwykli użytkownicy w najlepszym przypadku zerkną pewnie, na którym miejscu jest ich biblioteka i gdzie są najlepsze i najgorsze zdaniem Rzepy. No i dobrze, jeżeli ich to w ogóle zainteresuje. Teoretycznie sam artykuł mógłby być dobrym powodem na zwrócenie uwagi na stan bibliotek, ale wątpię żeby tak się stało.

Jak oceniacie bibliotekę? Czy “ilość” znaczy “jakość”?

Pomyślmy chwilę — kiedy bibliotekę można nazwać dobrą? Mam nadzieję, że inni będą podobnego zdania, że na samym początku biblioteka powinna spełniać wymagania swoich użytkowników. Oczywiście spełnianie wymagań to zdecydowanie za mało, bo nie od dziś wiadomo, że czytelnicy często nie zdają sobie sprawy, że mogliby czegoś oczekiwać. Kolejną sprawą jest generowanie potrzeb w celach misyjnych lub marketingowych.

Gdy sami jesteście czytelnikami, to w jaki sposób oceniacie bibliotekę? Bardziej interesuje Was liczba książek czy to, jakie są to książki? Liczba nowości czy ich tytuły? To że strona internetowa istnieje czy to czy jest użyteczna? Powierzchnia w metrach kwadratowych czy to, jakie na tej przestrzeni oferowane są usługi? Liczba usług czy jakość ich wykonywania? Ktoś może powiedzieć, że idąc tym tokiem myślenia każdy musiałby ułożyć swój własny ranking (i pewnie coś w tym jest).

W rankingu moim zdaniem poświęcono za mało uwagi usługom pozaksiążkowym, a przecież patrząc na bibliotekę w XXI wieku (nawet małą) trzeba brać też pod większą uwagę szereg innych działalności jak choćby wypożyczanie filmów i muzyki, kursy, wydarzenia, doradztwo, współpraca ze społecznością lokalną, tworzenie archiwum cyfrowego (np. CATL), prowadzenie serwisu internetowego itd. Co więcej, każdą z tych rzeczy można robić bardzo dobrze lub fatalnie, bez względu na statystyki (tzn. statystyki świadczą o pewnych rzeczach, ale nie powinny być wyznacznikiem całościowej oceny).

Tak naprawdę, żeby dobrze ocenić placówkę, to oprócz statystyk i dłuższej ewaluacji przez ekspertów (najlepiej incognito), przydałyby się ankiety/wywiady z jej użytkownikami i jej nie-użytkownikami (osobami z okolicy, które z niej nie korzystają). Oczywiście kosztowałoby to dużo więcej pracy i budżet takich badań byłby dużo wyższy, ale jeżeli ogłaszać szumnie, że robi się ogólnopolski ranking bibliotek, to warto byłoby podejść do tego kompleksowo. Mimo wszystko, uważam że biblioteki są na tyle różnorodne, że nie wystarczy zestawienie kilku cyferek.

To bardzo fajnie, że biblioteka ma wielu czytelników, dużo książek i że są wypożyczane, ale czy to znaczy że jest lepsza od tej, której użytkownicy zamiast wypożyczać książki wolą korzystać z innych usług (a sprawdzenie, czy te usługi istnieją to zdecydowanie za mało)? Tu dochodzi kwestia zmieniającej się funkcji biblioteki, której chyba często sami nie jesteśmy pewni – czy biblioteka ma przede wszystkim promować czytelnictwo i udostępniać książki czy też ma być trzecim miejscem i zaspokajać inne potrzeby czytelników, realizować rzeczy wymienione w poprzednim akapicie i wiele innych.

Myślę, że dopóki tego nie ustalimy, trudno może być nam oceniać i tworzyć rankingi. A wy jak sądzicie?

Wykorzystano grafikę Numbers (Koen Vereeken CC-BY-NC-ND)

  • A patrząc z nieco innej strony:
    Być może warto robić nawet takie rankingi. Dlaczego? Bo mam nadzieję, że biblioteki będą w stanie je do czegoś wykorzystać. Te z czołówki mogą użyć rankingu jako potwierdzenia, że warto w nie inwestować (bo będą dobrze pisać o gminie), a te z dołu – odwrotnie. Może uda im się wykorzystać ranking, żeby pokazać władzom, że wstyd, i że trzeba coś z tym zrobić.

    Mam nadzieję, że nie zadziała to odwrotnie i np. biblioteki z pierwszych miejsc nie usłyszą, że przecież świetnie sobie radzą bez pieniędzy od miasta/gminy.

    Nawet jeżeli w rankingu są błędy ortograficzne, wciąż może on nam się przydać i może warto tak do niego podejść – taką przynajmniej mam nadzieję. ;)

  • Aleksander Radwański

    Każdy ranking musi opierać się na policzalnych kryteriach. I zawsze ich dobór będzie budził kontrowersje, choćby dlatego, że dla rożnych ludzi biblioteka spełnia różne funkcje. W tym przypadku przyjęto jakąś metodologię, która można przecież udoskonalać, co zresztą Pan proponuje.
    Dla mnie, jako dinozaura, bolesna jest tylko świadomość, że takie metodologie powstają dopiero poza naszym środowiskiem, bo ani SBP, ani Biblioteka Narodowa, ani Krajowa Rada Biblioteczna, ani nasze ośrodki akademickie nie miały przez ostatnie 20 lat dość kompetencji by taką metodologię zaproponować, wdrożyć i systematycznie stosować. Łatwiej wszak snuć opowieści o powinnościach i misjach, oraz powtarzać obiegowe półprawdy, bo przecież “wszyscy wiemy jak jest”.
    Mam nadzieję, że młode pokolenie bibliotekarzy będzie nastawione bardziej pragmatycznie i potraktuje rzecz poważnie, zanim zrobią to za nas inni, którzy “lepiej wiedzą” po co jest biblioteka.

    • flash

      Chętnie poznałbym Państwa opinie na temat kreowania statystyk. Podam kilka przykładów z własnego podwórka – biblioteki miejskiej z kilkoma filiami:
      1. Jeżeli użytkownik korzysta z kilku filii (np. multimedia, dziecięca, biblioteka główna i najbliższa jego miejsca zamieszkania filia) to w statystykach jest uwzględniany, jako (w przedstawionym przypadku) 4 użytkownikami. i tak, gdyby zapisać każdego mieszkańca w kilku filiach, to na x mieszkańców miejscowości, użytkowników biblioteki byłoby 4x.
      2. Martwe dusze – jeżeli ktoś się zapisał do biblioteki, to jest użytkownikiem nie tylko dożywotnim, ale często i…. pośmiertnie. Praktycznie brak weryfikacji, realnej aktywności, określonej jakimś przedziałem czasowym.
      3. Wymyślanie statystyk odwiedzin, z fałszowaniem zapisów.

      Jakie są Państwa zdaniem mechanizmy kontroli realnej działalności biblioteki?

      • bibliotekarka

        Jeżeli ktoś korzysta z kilku bibliotek to w każdej jest czytelnikiem i ie można tego inaczej traktować. Jeśli ktoś z turystów zapisuje się do mojej biblioteki to mam go nie liczyć bo jest już czytelnikiem gdzie indziej? A może mam mu odmówić książki? Co to znaczy martwe dusze? Jako aktywnych czytelników podaje się do statystyk tylko czytelników aktywnych (czyli tych, którzy wypożyczyli choćby jedną książkę) w danym roku. I tyle.

        • Krzysztof Lityński

          “Jeżeli ktoś korzysta z kilku bibliotek to w każdej jest czytelnikiem i ie można tego inaczej traktować. Jeśli ktoś z turystów zapisuje się do mojej biblioteki to mam go nie liczyć bo jest już czytelnikiem gdzie indziej?”

          — w większości systemów komputerowych ten sam użytkownik może wypożyczać książki w wielu bibliotekach. :)

          Problem występuje tam, gdzie nie ma jednego, zintegrowanego systemu lub nie ma go w ogóle (chociaż tak naprawdę i tam w statystykach dałoby się policzyć każdą osobę tylko raz).

          • bibliotekarka

            A czy w tego typu rankingach liczymy ilu konkretnie Polaków jest zapisanych w jakiejkolwiek bibliotece czy też liczbę czytelników konkretnych bibliotek? Mam przeprowadzać śledztwo w ilu, poza moją, bibliotekach dana osoba jest zapisana? Czy w tym konkretnym przypadku ma mnie interesować (i cieszyć), że ta osoba korzysta z księgozbioru i innych usług mojej biblioteki! Liczeniem osób w ogóle czytających zajmują się inne instytucje i w tych statystykach Polacy nie wypadają najlepiej. No to może cieszyć się trzeba, że są miejsca, gdzie jest lepiej niż średnio?

          • Krzysztof Lityński

            Nie pisałem o zintegrowanym systemie ogólnopolskim, tylko o sytuacji, kiedy jeden użytkownik ma osobne konto w każdej filii tej samej biblioteki. :)

  • Piotr Tafiłowski

    Całkowicie zgadzam się z Panem Krzysztofem i z komentarzem flash. Robienie statystyk (statystykomania) to zmora i szaleństwo polskich bibliotek, nie tylko małych. W mojej ukochanej czytelni bibliologicznej BN każdy jest zmuszany do wpisywania się do książki, nawet jeśli nie przychodzi jako sensu stricto czytelnik (np. chce tylko o coś zapytać albo skserować jedną stronę); zresztą tam każda rozmowa musi zacząć się od wpisania do księgi, inaczej bibliotekarz nawet nie będzie z potencjalnym czytelnikiem rozmawiał. Innym przyczynkiem do dyskusji na ten temat jest status BN na FB, który mnie zirytował (“1.176.271 – tylu fanów miałaby na fejsie Biblioteka Narodowa, gdybyście wszyscy polecili ją swoim znajomym i gdyby oni też, tak jak Wy, nas polubili. Czytanie jest ważne, książki są ważne! Przypomnijmy o tym naszym znajomym, niech też polubią BN! Warto!”). No i co z tego, że miałaby tylu fanów? Przecież to kompletnie nic nie znaczy. Ale to właśnie jest to bibliotekarskie nonsensowne myślenie statystykami. O wzbudzających pusty śmiech statystykach Polony już nawet nie warto wspominać.
    W większości bibliotek wystarczy przejść koło katalogów do WC, żeby zostać zarejestrowanym jako czytelnik. Ale jak napisał Bułhakow – “Sprawozdawczość! Sprawozdawczość przede wszystkim!”.
    Zastanawialiście się kiedyś, jak to możliwe, że według badań IKiCz czytelnictwo w Polsce spada, a według bibliotek publicznych – rośnie? No to już się nie zastanawiajcie.

  • Noemi Gryczko

    Dziękuję Krzysztofowi za artykuł i krytyczne spojrzenie na ranking Rzepy i zasadność robienia rankingów w ogóle. Do niektórych kwestii chciałabym się odnieść, bo temat uważam za ważny. Wiele wątków z dyskusji zawarłam w artykule „Badania jakości usług w sferze kultury” opublikowanym w książce „Badania jakości usług publicznych w samorządzie lokalnym” wydanej przez Związek Miast Polskich w ramach projektu „Budowanie potencjału instytucjonalnego samorządów dla lepszego dostarczania usług publicznych” (więcej, http://badania-w-kulturze.mik.krakow.pl/2011/08/31/badania-jakosci-uslug-w-sferze-kultury/)

    Na początek pytanie Krzysztofa: dla kogo ranking?

    Dla samorządów lokalnych. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że usługi instytucji kultury muszą iść z duchem czasu – pomagać ludziom lepiej zrozumieć siebie i swoje otoczenie, dostarczać przyjemności estetycznej i inspirować. Oczekiwania mieszkańców rosną, ich coraz bardziej złożone potrzeby wynikające z przemian społecznych, stopniowej zmiany stylu życia i stosunku do czasu wolnego sprawiają, że usługi społeczne świadczone przez samorząd lokalny muszą podlegać stałym ulepszeniom. Samorząd lokalny powinien mieć narzędzia do mierzenia jakości usług, jakie świadczą instytucje kultury. Aby planować, aby porównywać się z innymi samorządami, aby aktywnie reagować na trendy i potrzeby. W wielu miejscach na świecie zdrowy benchmarking jest standardem dobrego zarządzania. I wszyscy na tym korzystają.

    Dla dyrektorów/dyrektorek bibliotek. Mam prywatną teorię, że w naszym kraju nic nie działa tak dobrze, jak zdrowa rywalizacja. Środowisko biblioteczne jest rozproszone i słabo zintegrowane. Bez możliwości zobaczenia się nawzajem, porównania swoich działań, bibliotekarzom trudno jest usytuować się w szerszym kontekście, budować pozytywną tożsamość zawodową, uzyskać potwierdzenie, że warto inwestować w ich biblioteki – jak pisze Dominika Paleczna.

    Dla instytucji środowiska bibliotecznego. I tu odniosę się do wypowiedzi Aleksandra Radwana. SBP obecnie testuje narzędzie (będzie miało wkrótce wersję on-line), do mierzenia efektywności funkcjonowania bibliotek publicznych i pedagogicznych. Wskaźniki zostały dobrane z trzech punktów widzenia: użytkownika, organizatora i zarządzającego biblioteką.

    Kto na tym traci?

    Rzeczywiście, w rankingu Rzepy nie widać usług, które wciąż uważane są za dodatkowe (dlaczego?). CATL, kluby filmowe, kursy komputerowe dla seniorów to tylko niektóre z nich. Do kolejnych rankingów włączmy użytkowników, niech zagłosują nogami, myszkami, powiedzą, dlaczego w niektórych miejscach jest tłoczno, a w innych biblioteki świecą pustkami.

    Tony papieru i papierowych statystyk mnie przygnębiają. Jestem socjologiem (i użytkownikiem bibliotek), uczono mnie, że analizę danych robi się po to aby wyciągnąć pewne wnioski, przetestować hipotezy i zaplanować działania. Niestety te statystyki nikomu nie służą, bo nie są z nich wyciągane wnioski! Nie widać też potrzeb zwykłych ludzi, dla których ten cały system został zaprojektowany. Więcej pragmatyzmu i myślenia o krok do przodu – czyli, co po rankingu?

  • Aleksander Radwański

    Noemi Gryczko:
    “Dla instytucji środowiska bibliotecznego. I tu odniosę się do wypowiedzi Aleksandra Radwana. SBP obecnie testuje narzędzie (będzie miało wkrótce wersję on-line), do mierzenia efektywności funkcjonowania bibliotek publicznych i pedagogicznych. Wskaźniki zostały dobrane z trzech punktów widzenia: użytkownika, organizatora i zarządzającego biblioteką.”

    Bardzo się cieszę, że takie narzędzie online powstaje. Lansowaliśmy podobne pomysły w EBIB 10 lat temu – http://ebib.oss.wroc.pl/matkonf/iwb/infobibnet.html
    Napisaliśmy wtedy w jednym z celów proponowanej sieci INFOBIBNET:
    “Monitorowanie stanu bibliotek.
    Objęcie działalnością sieci całego kraju pozwoliłoby na bardzo szybkie gromadzenie informacji o stanie polskich bibliotek publicznych w dowolnym aspekcie. Umożliwiałoby to podejmowanie ogólnopolskich inicjatyw prowadzących do poprawienia działania bibliotek w danym zakresie lub dostarczałoby argumentów do dyskusji nad ogólnymi regulacjami. ”
    Szkoda, że mimo naszych starań nie doszło do instytucjonalnego wsparcia tych pomysłów. Cieszy mnie jednak, że w SBP w końcu dojrzała świadomoś, że warto mieć konkretne narzędzia.

    I tak na marginesie – nazywam się wciąż tak samo: Aleksander Radwański

  • Aleksander Radwański

    I jeszcze słówko o statystykach, a raczej dlaczego się je tak zakłamuje?
    Ponieważ szeregowi pracownicy są rozliczani na ich podstawie we własnych placówkach i wola podkolorować nieco wskaźniki niż wykazywać je rzetelnie. To w skali instytucji prowadzi do absurdalnych przekłamań a w skali kraju tworzy wielki, nieprawdziwy obrazek. Analiza tak gromadzonych danych nie ma żadnego sensu.
    Osobiście uważam, że są to prostu błędy zarządzania, wynikłe ze zwykłej indolencji poważnej części dyrektorów bibliotek. Powszechna komputeryzacja pozwala na bardziej obiektywne zbieranie danych, pod waruniem, że podkolowywaniem nie beda się z kolei zajmować informatycy. Niestety znam takie przypadki, gdzie rezygnuje się z automatycznie generowanych statystyk, bo “nie ujmuja one specyfiki”. Ale jednak coś pokazują i należałoby to rozumnie analizować.

  • Noemi Gryczko

    Przepraszam pana Aleksandra Radwańskiego za przekręcenie nazwiska i pozdrawiam.

    • Michał Grzeszczuk

      To prawda, że charakteryzowanie bibliotek wyłącznie w oparciu o dane statystyczne prowadzi do poważnych błędów, a omawiany tu ranking słusznie budzi wątpliwości. Stosowanie analizy matematycznej w opisie działalności bibliotecznej ma sens jedynie wówczas, gdy towarzyszy jej rzetelny opis niepoliczalnych realiów funkcjonowania; ot , choćby czytelniczych preferencji i odpowiadającej im, lub nie, w strukturze kolekcji. Tego w prosty sposób w skali kraju zrobić się nie da, i zapewne dlatego “środowisko” nie wygenerowało odpowiedniego narzędzia do oceny bibliotecznej działalności. To że w jakiejś gminie nagle z roku na rok ubyło użytkowników bibliotek na wsi może mieć różnorakie przyczyny, włącznie z tą, że… miejscowość uzyskała prawa miejskie. Czy w związku z tym stan bibliotek się pogorszył?!

      Szczegółowa analiza statystyczna ma zatem sens jedynie lokalnie, na dodatek tylko jako narzędzie dopełniające opis. W większej skali (województwa, kraju) służy do monitoringu tendencji, a nie jednostkowych sytuacji, co również powinno być rozpatrywane w szerszym kontekście. Tak też się od dawna praktykuje, czego dowodem jest publikacja “Biblioteki Publiczne w Liczbach”. Mamy ponadto do dyspozycji dość pokaźną normę z charakterystykami wskaźników statystycznych, stosowanych w bibliotekarstwie oraz kilka publikacji książkowych – zatem jak ktoś chce właściwie posługiwać się narzędziami opisu bibliotekarstwa, także do celów porównawczych, to może to bez problemu czynić. Pomysłodawcy rankingu “Rzeczpospolitej” poszli jednak po najmniejszej linii oporu i mamy tego efekty: nie “wygrała” ani biblioteka o największym zasięgu, ani biblioteka o najwyższym poziomie zakupu nowości wydawniczych, ani też biblioteka o największej liczbie wypożyczeń itd.

      Dopóki jednak zabawy, takie jak ten ranking, niektórych przekonują, że “wydatki na rozwój bibliotek powinny wzrosnąć”, a zarazem nie są jedynym lub podstawowym przejawem bibliotekoznawczej działalności badawczej, dopóty można się im przyglądać ze spokojnym zainteresowaniem graniczącym z życzliwością

  • Pingback: Ranking bibliotek? Może raczej „rankink biblotek”?()

  • Z mojego punktu widzenia proszę wybaczyć ale ten ranking jest niewiarygodny.

    Jako zwykły przeciętniak niestety nie jestem w stanie uwierzyć że był rzetelnie przeprowadzony skoro ma literówki. Mój tok rozumowania jest prościutki: jeżeli coś jest publikowane w dużym piśmie, idzie na cały kraj i teoretycznie powinno przejść całą procedurę redakcyjną nie powinno straszyć błędami. Skoro straszy błędami to znaczy że ktoś się nie przyłożył było nasmarowane na kolanie i nikt nie weryfikował danych, najwyraźniej tempo publikacji wymusiło porzucenie zasad solidnej redakcji.

    Być może się mylę i jest to bardzo rzetelna praca ale jakoś brak mi zaufania do niej.

    Co do statystyk to zawsze będą naciągane jeżeli będą podstawą do rozliczania pracowników. Tak jak mój dziadek po wojnie wyrabiał 300% normy na budowie, tak teraz biblioteka ma jako czytelnika np. roczne dziecko. Czasem przyczyna jest innej natury, tworzy się dodatkowe konta żeby ominąć wbite “na sztywno” ograniczenia systemowe w wypożyczaniu (czas, liczba książek) bo wiadomo że czytelnik potrzebuje a system blokuje możliwość wypożyczenia.

  • bibliotekarka

    Nasz biblioteka znalazła się w tym rankingu bardzo wysoko. I co, mamy się z tego tłumaczyć? Pracujemy w bardzo małym środowisku, doskonale znamy swoich czytelników i ich preferencje czytelnicze, mamy dużo nowych książek dobranych starannie do ich zapotrzebowania, co rok przeprowadzamy selekcję księgozbioru by na półkach nie stały stare, rozsypujące się książki, prowadzimy codzienną pracę z dziećmi. Mamy dużo komputerów i katalogi on-line. Przy dwuosobowej obsadzie biblioteka pracuje 6 dni w tygodniu, przez 52 godziny… To wszystko złożyło się na nasze wysokie miejsce w rankingu a nie “nabijanie” statystyk czy “martwe dusze”. Niedoszły Bibliotekarz pisze, że roczne dziecko biblioteki liczą jako czytelnika… A DLACZEGO NIE!!!! Namawiamy rodziców by jak najwcześniej zapisywali dzieci do biblioteki bo nie można zrobić tego za wcześnie i nigdy nie jest za wcześnie by zacząć dziecku czytać i przyprowadzać je do biblioteki. Może dlatego jesteś “niedoszłym” bibliotekarzem, że tego nie rozumiesz. Pana Piotra Tafilowskiego zapewniam, że nie liczymy do statystyk osób, które wchodzą do biblioteki, żeby powiedzieć nam dzień dobry ani nawet tych, którzy przychodzą po książki na konkretny temat a niestety ich nie znajdują. Taka wizyta nie jest uwzględniana w statystykach nawet jeśli poświęcamy dużo czasu by znaleźć w księgozbiorze odpowiednią literaturę. Skoro nie ma to nie ma, czytelnik nie wypożyczył więc statystyki go nie obejmują. Nie wiem w jakich bibliotekach bywacie, drodzy komentatorzy, że tak źle o nich piszecie. To przykre dla wszystkich uczciwie pracujących bibliotekarzy.

    • Krzysztof Lityński

      Droga bibliotekarko, jeszcze raz gratuluję tak świetnie prosperującej placówki! To świetnie, że istnieją biblioteki jak Twoja, gdzie przykłada się wagę do tych wszystkich rzeczy, o których piszesz.

      Wpis oczywiście nie miał na celu atakowania wielu świetnych bibliotek z czołówki rankingu (znamy kilka z nich i wiemy, że zasługują na wysokie miejsca), ale zwrócić uwagę na metodologię jego tworzenia.

      Nie twierdzę, że któraś z bibliotek nie zasługuje na wysokie miejsce w rankingu, tylko że biblioteki nie można oceniać tylko przez pryzmat cyferek.

      Dobre i uczciwe biblioteki, jak np. Twoja, mogłyby mieć jeszcze wyższe miejsca w rankingu, gdyby tworzący ranking skupili się także na jakości i innych aspektach pracy instytucji, o których napisałem w artykule.

    • Aleksander Radwański

      Bez obrazy, ale w przypadku statystyk każdy liczy sobie coś innego, bo każdy sam decyduje co i jak liczy. To nie ma nic wspólnego z waszą konkretną biblioteką tylko z brakiem ściśle zdefiniowanej metodologii. I o tym pisałem.

  • Pingback: Kto zasługuje na tytuł najlepszego czytelnika?()

  • Pingback: Wydarzenia dla bibliotekarzy 2011()

  • Magdalena Kokosińska

    Mnie też zaskoczyły takie negatywne reakcje. Nawet jeśli ktoś uważa, że torba jest snobistyczna, to przecież nikt nie każe mu jej nosić. Mnie szpanerskie wydają się np. pewne elementy ubioru współczesnych nastolatków, nie wierzę, że aż taka ich liczba na serio identyfikuje się z (sub)kulturą, wg której norm się ubierają. Ale tak naprawdę guzik mnie to obchodzi – chcą, to niech noszą, i tyle. Ja czytam wszędzie – nie po to, żeby szpanować, tylko dlatego, że naprawdę uwielbiam czytać. Trudno mi się rozstać z dobrą książką, wciąż myślę o jej bohaterach, o tym, co będzie dalej, więc jeśli mam dwadzieścia minut stać bezproduktywnie w tramwaju, to naprawdę wole sobie poczytać :) Od kilku dni zaczytuję się w mojej ulubionej Chmielewskiej, dzisiaj czytałam i w tramwaju, i po tym, jak z niego wysiadłam, idąc chodnikiem do pracy. Trzeba tylko kontrolować, czy się na kogoś nie wejdzie ;)

  • Magdalena Kokosińska

     Czemu ja mam w nazwie stare nazwisko?? Pisałam to ja, Magda z Łodzi, WSP :)

  • AnkaF

    Torba świetnie wpisuje się w społecznościowe trendy – jak już coś robie to niech wszyscy wiedzą… a ile daje możliwości: afirmacji, prowokacji, szpanerstwa i czego tam kto chce. To wymarzone uzupełnienie hasła “nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka”, dzięki któremu, w autobusie czyta 80% pasażerów. Czyta czy “czyta” to inna sprawa. Popieram zdrowe snobizmy i Gdynia Design Days też.

  • Basia Morawiec

    Nigdy za dużo toreb- a dodatkowa kieszeń na książkę jest COOLturalna, nieprawdaż? Kontrowersja? Czemu nie, torby-książki są popularne, a to za sprawą Caitlin Phillips oraz Olympi Le-Tan http://www.lustrobiblioteki.pl/2012/08/torebka-ksiazka.html 
    Chodzi o to by zadziwiać i zachęcić ludzi do czytania. Bo książka zawsze idzie w parze z modą. A moda jak wiadomo jes kontrowersyjna i wzbudza dreszcze zachwytu lub kiczu.

  • Pingback: Jak minął 2011 w bibliosferze i co nas czeka w 2012?()