[Prima aprilis] Od dziś Bibliosfera należy do SBP

W piątek podpisaliśmy umowę z SBP, w związku z którą od dziś nasz serwis będzie należał do tej organizacji. Mamy nadzieję, że wiedza i doświadczenie Stowarzyszenia łączącego tradycję i nowoczesność przyczyni się do szybkiego pozyskania 8,5 tys. użytkowników (podawana liczba członków Stowarzyszenia).

Już jutro odwiedzających serwis czeka niespodzianka — nowa szata graficzna spójna z portalem sbp.pl oraz księgą znaku i identyfikacji wizualnej Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich. Ale to oczywiście nie koniec — rozbudowane zostanie też górne menu, tak aby w łatwy sposób można było dostać się do planowanych nowych 90 działów i poddziałów.

Zmieni się też formuła spotkań BiblioGrill.pl, dzięki czemu z pewnością podniesie się ranga imprezy. Od kwietniowego BiblioGrilla każde wydarzenie będziemy rozpoczynać uroczystym wniesieniem sztandaru. Majowe BiblioGrille będą szczególnie podniosłym wydarzeniem, podczas którego będziemy rozdawać specjalne odznaczenia — ordery Alojzego.

 

Aktualizacja: oczywiście powyższy wpis to żart primaaprillisowy. :-)

0 komentarzy, czekam na Twój

Jakich słów nie powinien wymawiać Twój biblioteczny katalog?

Jest to drugi tekst z cyklu artykułów, który rozpocząłem w styczniu tekstem Dlaczego Web 0.2 w katalogach bibliotecznych nie działa?Drugim punktem z listy rzeczy, które powinien mieć Twój OPAC zanim dodasz do niego elementy Web 2.0 był „Przyjazny interfejs stosujący słownictwo użytkownika końcowego, a nie fachowe” i tym problemem chciałbym się dziś zająć.

Nie tak dawno, bo 29 lutego został opublikowany artykuł  Library Terms That Users Understand (Terminy biblioteczne, które rozumieją użytkownicy) autorstwa  Johna Kupersmitha. Jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy mają jakiś wpływ na kształtowanie katalogów bibliotecznych i stron bibliotek, a w szczególności słów w nich używanych.

Jak wiemy, w bibliotekarstwie istnieje wiele terminów, których nasi użytkownicy końcowi po prostu nie rozumieją i których umieszczenie w bibliotecznym katalogu na pewno im nie pomoże, a tylko utrudni dotarcie do materiałów, których szukają. Jak możemy przeczytać w artykule, średnio tylko 52% przeszukiwań bibliotecznych katalogów i baz danych kończy się sukcesem, a jednym z ważniejszych tego powodów jest użycie nieodpowiedniej terminologii.

Wśród terminów najmniej zrozumiałych pojawiły się skróty i nazwy marek, „baza danych”, „katalog biblioteczny”, „e-czasopisma”, „indeks”, „wypożyczanie międzybiblioteczne”, „periodyk”, „wydawnictwa ciągłe”, „odsyłacz” czy „zasób”.

W dalszej części artykułu pojawiają się praktyczne porady dotyczące wybierania odpowiednich słów dla różnych elementów katalogu czy strony biblioteki. Warto się z tymi poradami zapoznać i je stosować. Warto też prześledzić tabelę zawierającą wyniki testów i badań odnoszącą się do konkretnych terminów i podającą często duże lepsze zamienniki (oczywiście całość po angielsku, więc nie wszystko będzie miało odzwierciedlenie w Polsce).

Postanowiłem stworzyć listę terminów nieodpowiednich w polskich katalogach, którą Wy wszyscy możecie poszerzać, dodając swoje propozycje w komentarzach (będę aktualizował listę na bieżąco). Część pożyczam od autora wspomnianego artykułu ale zdecydowanie się na to nie zamykam. A więc…

Lista słów i skrótów, które nie powinny występować w OPAC-u lub na stronie biblioteki…

…jeżeli nie masz pewności, że żaden użytkownik końcowy (który nie jest bibliotekarzem) nigdy ich nie zobaczy. W nawiasach kwadratowych podaję proponowane zamienniki (oczywiście ich użycie zależy od kontekstu) — jeżeli jeszcze ich nie ma, a masz pomysł, to dopisz w komentarzu. :)

  1. OPAC, katalog [wyszukiwarka, szukaj książek, znajdź książki]
  2. hasło przedmiotowe, hasło korporatywne, hasło osobowe
  3. nazwa imprezy [nazwa wydarzenia?]
  4. wydawnictwa ciągłe, periodyki [gazety lub czasopisma]
  5. zasób, zasoby [nazwy typów jak „książki” lub „czasopisma”; egzemplarze]
  6. KHW, LKHW
  7. UKD
  8. MARC/MARC21 (dotyczy to też używania alfanumerycznych etykiet MARC)
  9. rekord
  10. WMB (wypożyczanie międzybiblioteczne)
  11. baza danych [baza czasopism; czasopisma?; znajdź czasopisma?; znajdź artykuły?; szukaj artykułów?; szukaj czasopism?; artykuły z czasopism?]
  12. lista A-Z, A to Z [lista czasopism?]
  13. abstrakt (w bibliotekach publicznych, gdzie użytkownicy często nie spotkali się wcześniej z tym terminem) [streszczenie, o treści, o czym jest?]
  14. odsyłacz (w sensie bibliotecznym, a nie informatycznym)

 Ale bibliotekarze potrzebują tych terminów i je rozumieją!

Tak, wiem. Jeżeli etykiety te są niezbędne do wyszukiwania przez bibliotekarza czy innego specjalistę informacji, to może powinniśmy oferować im osobny interfejs wyszukiwawczy?

Czekam na Wasze propozycje i opinie. :)

We wpisie wykorzystano fotografię OPAC (Online Public Access Catalogue), autor: Enokson/flickr (lic. CC-BY)

11 komentarze/y do tego artykułu

Które artykuły naukowe są najpopularniejsze?


To coś, co pewnie zainteresuje Emanuela Kulczyckiego, który pisze o podobnych sprawach, ale tym razem go trochę ubiegnę. :))

Dziś będzie kilka słów o ciekawym gadżecie, którego bezpłatne udostępnienie ogłosiła niedawno firma Ex Libris, znana w Polsce głównie z takich systemów jak Aleph czy wyszukiwarka Primo (a wkrótce także nowy system biblioteczny Alma).

Gadżet nazywa się bX Hot Articles i jest małym, ale bardzo sprytnym narzędziem, które przyda się pewnie głównie naukowcom, ale też studentom i bibliotekarzom.

Jak to działa?

Użytkownik może wybrać sobie temat (dziedzinę), a gażet wyświetli opisy bibliograficzne trzech najpopularniejszych na świecie artykułów z tej dziedziny z ostatniego miesiąca. Po kliknięciu „More…” („Więcej…”) wyświetli się okienko z opisami dziesięciu artykułów. Po kliknięciu w tytuł artykułu użytkownik jest przenoszony do pełnego tekstu lub możliwości zakupu (w zależności od tego, czy łączy się z biblioteki, która subskrybuje treści z tej bazy).

Na żywo można to obejrzeć np. poniżej (jeszcze wersja testowa):

Kto i jak to liczy? :)

Aby takie narzędzie w ogóle działało, musi mieć możliwość przetwarzania ogromnej ilości statystyk. Ex Libris dysponuje takimi statystykami, ponieważ udostępnia odpłatnie system rekomendacji artykułów bX, z którego korzysta ponad tysiąc bibliotek na całym świecie (takie „użytkownicy, którzy przeczytali ten artykuł, przeczytali również”).

Biblioteki korzystające z bX zgodziły się, aby anonimowe dane użycia np. ich subksrybowanych baz artykułów były przetwarzane przez firmę Ex Libris. Można sobie wyobrazić, że są to setki milionów albo i miliardy kliknięć rocznie.

Co z tego wynika dla mojej biblioteki?

I tu najlepsze — gadżet ten niedługo będzie dostępny dla wszystkich zainteresowanych bibliotek za darmo do niekomercyjnego umieszczenia na stronie internetowej czy w katalogu. :)

Także czekamy i jak będzie, to osadzamy. :)

We wpisie wykorzystano zdjęcie autorstwa Nica McPhee (lic. CC-BY-SA)

0 komentarzy, czekam na Twój

Bibliosfera 2!!!!111razraz

Wiemy, że wielu z Was na to czekało — dziś publikujemy drugą wersję serwisu bibliosfera.net. Najbardziej zauważalną zmianą jest z pewnością nowy, odświeżony wygląd. Jest to jednak chyba jedna z mniejszych zmian w porównaniu do reszty. Bibliosfera 2 została zaprojektowana i zaprogramowana od początku, na podstawie cennych doświadczeń z rozwijaniem poprzedniej wersji.

Staraliśmy się, żeby „dwójka” była dużo przyjaźniejsza dla użytkowników i dawała im jak największe możliwości. Poniżej prezentuję najważniejsze zmiany w serwisie:

- Strona główna – z prawej strony zniknęła większość boksów, takich jak np. automatycznie dodane nowości — teraz wszystkie typy treści można przeglądać po lewej stronie (z możliwością zawężenia np. tylko do wydarzeń czy linków). Pewnie ucieszą Was też obrazki przy linkach. :)

Baza Wiedzy – całkowicie nowy dział, który docelowo będzie łączył cechy wpisów encyklopedycznych z prezentacją wszystkich powiązanych treści w sposób podobny do tego ze strony głównej. Już niedługo wszyscy zarejestrowani użytkownicy będą mogli edytować tu wpisy. :) Promujemy otwartość, więc opisy tematów w Bazie Wiedzy będą dostępne na wolnych licencjach, jak np. Creative Commons.

- Możliwość obserwowania tematów – teraz przy interesujących Cię tematach możesz kliknąć „Obserwuj” — wpisy związane z tymi tematami pojawiają się na stronie głównej w zakładce „Obserwowane”. Tematy warte obserwowania będziemy polecać na stronie głównej Bazy Wiedzy.

BiblioKalendarz – największy polski kalendarz wydarzeń okołobibliotecznych doczekał się nowego wyglądu i kilku nowych funkcji, jak np. możliwość zamieszczenia zakładki z programem. Na stronie głównej BiblioKalendarza będziemy od czasu do czasu polecać jakieś wydarzenie. Dodaliśmy też poddział „archiwum wydarzeń”, gdzie znajdziecie wydarzenia z przeszłości. Dodających wydarzenia ucieszy pewnie fakt, że teraz każdy zarejestrowany użytkownik będzie mógł edytować te wydarzenia, które umieścił w serwisie.

Zlikwidowaliśmy dział Czytnik RSS na rzecz Bazy Wiedzy i strony głównej. Teraz kanały RSS możesz obserwować tak samo jak inne tematy.

- Przestaliśmy wspierać działanie w przeglądarce Internet Explorer – po zmianach, starsze i mniej nowoczesne przeglądarki, jak np. Internet Explorer mogą nie wyświetlać poprawnie Bibliosfery. Użytkowników IE zachęcamy do ściągnięcia którejś z nowoczesnych i darmowych przeglądarek jak Google Chrome, Mozilla Firefox czy Opera (do zainstalowania tej pierwszej nie są wymagane uprawnienia administratora).

- Oprócz tego w menu pojawiły się dwa nowe działy, którymi zaskoczymy Was w ciągu najbliższych miesięcy . :)

Cały czas pracujemy nad nową wersją Bibliosfery. Będziemy dodawać co jakiś czas nowe funkcje i poprawiać niedociągnięcia. :)

1 komentarz, dołącz do dyskusji

Gdzie wydawcy mają klientów…

… i dlaczego „piraci” mają łatwiejszy dostęp do ich utworów?

Dziś chciałbym kilka słów o tym, jak wydawcy traktują swoich klientów.

Sam temat pojawia się ostatnio często, m.in. ze względu na aferę wokół ACTA czy opublikowany niedawno raport Obiegi Kultury. Ja się z nim nosiłem już od listopada, ale dopiero po lekturze wpisu „Do czego prowadzi piractwo, czyli: dlaczego nie chcecie moich pieniędzy?” się zmotywowałem.

O ile, jak chyba wszyscy wiedzą, udostępnianie pirackich kopii utworów w Internecie jest nielegalne i rzeczywiście może być wątpliwe moralnie, o tyle trudno mi się dziwić osobom, które korzystają z takich „spiraconych” źródeł. Dlaczego?

Przedstawię kilka przykładów z życia wziętych:

LA Noire (gra komputerowa)

Gra w wersji na komputery została wydana na początku listopada. Aby zarejestrować grę konieczne było zainstalowanie dodatkowego programu antypirackiego, rejestracja on-line i podanie swoich danych (m.in. adres e-mail). Ale to jeszcze nic — akurat to są opresje, które spotykają większość klientów kupujących gry.

Prawdziwym problemem jest to, że najprawdopodobniej zabezpieczenia antypirackie powodują, że nie działa ona na większości nowych komputerów przenośnych. Tysiące klientów od listopada czeka na poprawkę, która do tej pory nie wyszła. Wydawca gry zrzuca winę na producenta karty graficznej.

Jak możemy przeczytać na forach internetowych, klienci po jakimś czasie i braku wsparcia ze strony wydawcy znaleźli rozwiązanie — zainstalowanie cracka — czyli pirackiej wersji pliku uruchamiającego grę. Tak, tak — piraci od początku mogli cieszyć się grą na swoich laptopach. Co więcej, piracka wersja gry zdejmuje też inne ograniczenia, dzięki czemu możliwe jest uzyskanie np. większej płynności gry. Niby w porządku — wydawcy nie interesują problemy klientów, ale jest rozwiązanie. Błąd: posiadanie takiego jednego pliku jest już karalne.

Jeden z klientów skarży się: napisał o tym niecodziennym rozwiązaniu problemów do wydawcy — otrzymał krótką odpowiedź:

Jako że twierdzi Pan, że używa cracka, przekazałem Pana dane do działu prawnego.

Skyrim (gra komputerowa)

Kolejna zabezpieczona przed piractwem gra komputerowa. Piraci mogą grać bez problemów. Co z klientami? Klient, który kupi tę grę w jednym kraju i powędruje do innego, musi kontaktować się z biurem obsługi klienta i zdawać się na jego łaskę, żeby mógł ją uruchomić.

HBO GO (platforma wideo na życzenie on-line)

Lubię obejrzeć sobie czasem dobry film lub serial. Muszę się przyznać, że czasem jest tak, że nachodzi mnie na to ochota także wtedy, kiedy biblioteki i sklepy są już zamknięte. Jakie byłoby wygodne rozwiązanie? Możliwość wykupienia dostępu i oglądanie filmu przez Internet. Istnieje wszakże internetowe VOD (video on demand – wideo na życzenie), tak? No nie do końca.

Skusiła mnie niedawno reklama HBO GO. W zaślepieniu byłem gotowy wykupić na próbę dostęp. Już szykowałem dane do karty płatniczej, kiedy zobaczyłem, że raczej nic z tego. Po kliknięciu w „rejestracja”, zobaczyłem tylko logotypy trzech dostawców telewizji kablowej — mogłem wybrać sobie tego, któreg mam teraz i za jego pośrednictwem wykupić dostęp do usługi. I tu pojawił się problem — nie mam w domu telewizora ani telewizji. Gdybym miał, to pewnie bym korzystał z VOD u dostawcy. ;) HBO GO promowane było jako platforma internetowa, a nie telewizyjna.

W akcie desperacji zadzwoniłem na infolinię. Otrzymałem odpowiedź, że faktycznie muszę już mieć gdzieś indziej wykupioną telewizję lub Internet w jednej jedynej firmie partnerskiej, ale w sumie to pani nie wie. Internet już mam, na szczęście w innej firmie, bo tamta nie cieszy się zbyt dobrą opinią. W każdym razie HBO nie chce moich pieniędzy.

I w sumie dobrze — bo po przejrzeniu dokładniej oferty okazało się, że nie jest ona tak rewelacyjna.

Inne VOD

Podobnie jest zresztą u innych dostawców, także tymi pozwalającymi na rejestrację przez Internet. To co mi się podoba u jednego z nich, to dużo starszych polskich filmów. Jednak czy to jest to, czego oczekuje przeciętny klient?

Niedawno słyszałem jak ktoś z organizacji zbiorowego zarządzania prawami do materiałów audiowizualnych mówił, że nigdy nie będzie tak, żeby nowości równolegle pojawiały się w kinie i on-line. Problem w tym, że najwyraźniej byłby na to popyt. Nie chciałbym roztrząsać, czy każde ściągnięcie pirackiego pliku to strata dla wydawcy, ale jestem skłonny twierdzić, że stratą jest każdy potencjalny klient, któremu nie chcą sprzedać czegoś, co chętnie by kupił.

Filmy na DVD

Tego już zupełnie nie rozumiem — płacę za film, często niemałe pieniądze, a wydawca pluje mi w twarz i ma za złodzieja, wyświetlając przed filmem ostrzeżenia antypirackie (bo już nie mówię o reklamach), których nie da się łatwo przewinąć. Nie dość, że muszę się bawić jakimiś archaicznymi nośnikami, czekać na przesyłkę lub ruszyć się do sklepu, to jeszcze ci, którzy po prostu klikną „download”  mogą od razu cieszyć się filmem bez ostrzeżeń antypirackich i plucia w twarz.

Pozytywnie

Na szczęście nie wszyscy wydawcy nie dbają o klientów. Z pozytywów warto wymienić między innymi dwie usługi.

Steam

Steam to jedna z pierwszych platform do internetowej sprzedaży gier. Instaluje się specjalne oprogramowanie (będące równocześnie zabezpieczeniem antypirackim), po czym można kupować i legalnie ściągać gry. Wszystko jest zrobione na tyle prosto, że wystarczy 2-3x kliknąć i gra już wędruje na nasz dysk. Później możemy ją od razu uruchomić bez przeklikiwania dodatkowej instalacji.

Dodajmy do tego liczne promocje i otrzymamy obecnie bodajże największy sklep z grami. Przyznam, że sam nie raz daję się skusić na przecenę, w wyniku czego przez jakieś półtora roku kupiłem tam ok. 25 gier (nie, nie we wszystkie grałem — po prostu mnie to wciągnęło).

Co więcej, istnieją też podobne platformy skupiające się np. głównie na starszych grach, które nawet jeżeli można jeszcze kupić, to trudno je uruchomić na nowych komputerach. Kupiłem większość gier, w których nielegalne kopie grałem nie mając jeszcze nawet 15 lat i pełnej świadomości, że robię coś nie tak, a które przypadły mi do gustu. W większość z nich jeszcze po kupieniu nie grałem, ale wiem, że w razie czego tam są i nie złamię niczyich praw. :-)

Zresztą akurat ze starymi grami jest najmniejszy problem, bo nierzadko się zdarza, że wydawcy udostępniają je za darmo na swoich stronach. Zarabiają krocie na tych nowych, a w tamte zagrają, głównie z sentymentu, nieliczni starsi gracze. Swoją drogą tak właśnie założyłem konto na Steamie — zarejestrowani użytkownicy mogli wtedy otrzymać za darmo jedną ze wcześniejszych gier jego właściciela (który jest także producentem).

Oczywiście takie platformy nie są całkowicie wolne od wad, ale są zdecydowanie bardziej przyjazne niż większość innych rozwiązań.

Amazon Kindle

Chyba wszyscy znają czytnik e-booków od Amazona… Ale Kindle to przecież nie tylko urządzenie do czytania e-booków, ale także cały ekosystem. Po zarejestrowaniu możemy kupować książki praktycznie jednym kliknięciem, po czym są one dostępne na komputerze, tablecie, smartfonie lub wspomnianym wcześniej czytniku.

Czy łatwy dostęp do treści działa?

Krótko: Amazon sprzedaje obecnie więcej książek elektronicznych niż papierowych (a jest największą księgarnią na świecie).

Steam — dajmy przemówić właścicielowi i twórcy (za gry-online.pl):

Piractwo jest prawie zawsze problemem związanym z jakością usługi, a nie ceny. Jeśli pirat zaoferuje produkt w dowolnym miejscu na świecie, o każdej porze i będzie on dostępny za pomocą komputera, to jest oczywiste, że użytkownik wybierze nielegalną wersję ponad tą, która została zaoferowana przez oficjalnego dystrybutora, zwłaszcza jeśli legalna kopia zawiera blokady regionalne, jest dostępna w kraju użytkownika trzy miesiące po premierze w USA, a do tego można ją dostać tylko w tradycyjnym sklepie”.

Newell dodał, że większość rozwiązań DRM skutecznie obniża wartość produktu poprzez ograniczanie wolności konsumentów. Szef Valve wspomniał też, że celem jego firmy jest stworzenie usługi, która będzie lepsza niż to, co oferują piraci. Jako przykład podał tu Rosję. Przed wejściem na tamten rynek wszyscy ponoć ostrzegali Newella przez masową skalą piractwa. Okazało się, Rosja jest na najlepszej drodze do stania się największym rynkiem europejskim dla firmy Valve.

To nie wszystkie przykłady

Oczywiście gry i książki to nie jedyne rynki, gdzie działają takie wygodne platformy — można tu przytoczyć choćby Androida (odkąd odkryłem, że wystarczy raz kliknąć i już kupione, robię się niebezpieczny dla swojego konta ;)) czy iTunes…

Ważne jest jednak to, żeby wydawcy wreszcie chcieli naszych pieniądzy za treści, które wytwarzają.

A póki co… chyba sobie podaruję to wszystko, do czego mam konsekwentnie utrudniany dostęp.

We wpisie wykorzystałem fotografię Pirate Kids autorstwa Josha Greniera (lic. CC-BY)

3 komentarze/y do tego artykułu

Współpraca Bibliosfery z Aleph Polska

Od zeszłego roku współpracujemy z firmą Aleph Polska, która jest dystrybutorem systemów bibliotecznych firmy Ex Libris w Polsce. Firma aktywnie wspierała nas przy organizacji spotkań dla bibliotekarzy BiblioGrill.pl, użyczając nam swojej siedziby z malowniczym ogrodem, a także sponsorując lwią część jedzenia. :)

W tym roku Maciek Dziubecki (od dziś blogger :)), prezes firmy, zdecydował że Aleph Polska wesprze finansowo także nasz główny projekt — serwis bibliosfera.net — dzięki czemu możemy dalej działać i nie martwić się już o opłacenie serwera. Ba, starczy też z górką na gadżety, które będziemy rozdawać na najbliższych grillach! :)

Oczywiście bycie partnerem to nie tylko współpraca przy wydarzeniach czy serwisie — w zeszłym roku zaprojektowaliśmy i wdrożyliśmy nową stronę firmy Aleph Polska, a w bieżącym pracujemy m.in. nad tym, żeby OPAC-i w przyszłych wdrożeniach systemu Aleph były znacznie bardziej przyjazne dla użytkowników (więcej wkrótce! :)).

0 komentarzy, czekam na Twój

Jak wydawać i jak nie wydawać słowników (dla bibliotekarzy)?

Dziś chciałbym się przyjrzeć bliżej dwóm słownikom. Oba z naszej dziedziny, oba opublikowane w zeszłym roku. Jeden wydany metodami z tego stulecia, a drugi wydany przez SBP. Jeden darmowy, a drugi za ponad 90 PLN (chociaż można dostać za mniej niż 80 PLN, jeżeli nie kupuje się bezpośrednio u wydawcy – sic!).

Jak pewnie się domyślacie, jeden z nich (ten wydany przez SBP) to Podręczny słownik bibliotekarza. Drugi to Sternik – Słownik Terminologiczny z zakresu bibliografii i katalogowania wydawany przez Bibliotekę Narodową (redaktorem jest Jarosław Pacek).

Mam wrażenie, że pozycja Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich była zachwalana jeszcze przed jej opublikowaniem, a kiedy to nastąpiło, to głosy uwielbiania niektórzy kierowali pod jej adresem przed przejrzeniem. Ja miałem ją w ręce przez może godzinę, więc nie chcę póki co odnosić się do części merytorycznej czy braku w niej takich haseł jak choćby metawyszukiwarka, baza (jakakolwiek) czy link solver. Przywołać mogę jedynie opinię bibliotekarza, z którym rozmawiałem na ten temat i który zwraca połowę zamówionych egzemplarzy ze względu na niski poziom publikacji. Jednak to co chcę dziś poruszyć, to forma.

Co w XXI w. nazywam dobrze (nowocześnie) wydanym słownikiem

Podręczny słownik bibliotekarza, który „nawiązuje do publikacji Heleny Więckowskiej i Hanny Pliszczyńskiej pod tym samym tytułem” (w rzeczywistości, z tego co się zorientowałem, pożycza też sporo definicji) został wydany właściwie w identycznej formie jak poprzednik — jako książka  w twardej oprawie ze standardowym słownikowym układem (bodajże identycznym jak w wersji z lat pięćdziesiątych). Niestety — bo od lat pięćdziesiątych technika poszła już trochę do przodu, a słowniki tradycyjne zastępowane są już powoli przez słowniki komputerowe. Nie mam tu oczywiście na myśli możliwości zakupu postprintu w PDF.

W listopadzie przez Bibliotekę Narodową został opublikowany wspomniany wcześniej Sternik, czyli Słownik Terminologiczny z zakresu bibliografii i katalogowania. Nie jest to publikacja drukowana, a dostępna przez przez przeglądarkę internetową pod adresem sternik.bn.org.pl. W Sterniku znajdziemy ponad tysiąc haseł. Z podstawowych funkcji mamy do dyspozycji wyszukiwarkę, dość wygodny indeks i możliwość przechodzenia do haseł węższych, szerszych lub powiązanych.

Oczywiście na pewno całość dałoby się zrealizować jeszcze lepiej, jednak porównując taką formę wydania do Podręcznego… to niebo a ziemia. Jest jeszcze lepiej Podręczny… jest publikacją zamkniętą, a Sternik może być cały czas poszerzany i takie są też plany jego twórców — także to 1000 haseł traktować należy raczej jako jakiś punkty wyjściowy.

Dodam jeszcze, że w książce Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich jest co prawda wzmianka o dołączonej płycie CD z indeksami, jednak brak takiego nośnika. Bibliotekarz, z którym rozmawiałem, podobno dzwonił nawet do SBP w tej sprawie, ale płyta po prostu nie istnieje.

Oczywiście mam świadomość, że forma papierowa może współistnieć z elektroniczną i że w niektórych miejscach papierowa może bardziej się sprawdzić, jednak w ogóle brak wydania w wersji elektronicznej (a najlepiej dobrze zrealizowanego!) to moim zdaniem bardzo duże przeoczenie.

Na końcu…

… chciałbym przytoczyć wypowiedź  z Facebooka, która teraz już jest chyba skasowana, a sens jej był mniej więcej taki:

[Podręczny słownik bibliotekarza --] książka niezbędna do pracy każdego bibliotekarza

– nasuwa mi się pytanie: jak to możliwe, że do tej pory bibliotekarze nie najgorzej sobie bez niej radzili? ;-)

Wykorzystano fotografię Yellowed pages from a dictionary, której autorem jest Horia Varlan (lic. CC-BY)

0 komentarzy, czekam na Twój

Dlaczego Web 0.2 w katalogach bibliotecznych nie działa?

Od co najmniej kilku lat głośno jest w Polsce o implementowaniu elementów Web 2.0 w katalogach bibliotecznych. Symbolami OPAC-ów 2.0 stały się tagi i recenzje użytkowników, niestety.

Na konferencjach często pada stwierdzenie, że OPAC 2.0 się nie sprawdził — użytkownicy nie chcą ani tagować, ani recenzować książek w katalogach bibliotecznych. Jak to się jednak dzieje, że wiele komercyjnych serwisów nie ma z tym problemu, a wręcz oparło na treściach generowanych przez użytkowników swoje modele biznesowe?

Gdzie to wszystko poszło nie tak?

Moim zdaniem odpowiedź jest prostsza niż może się wydawać. Podczas, gdy twórcy wszystkich serwisów zastanawiali się, jak zaangażować swoich użytkowników, bibliotekarze (czy też raczej twórcy oprogramowania dla bibliotek) zachłysnęli się samą ideą łeb-dwa-zero i zastanawiali się, jakie najbardziej sztandarowe elementy zaimplementować w katalogach i bibliotekach cyfrowych.

Dodajmy do tego tło niezbyt nowoczesnego i niezbyt dopracowanego pod względem przyjazności dla użytkownika oprogramowania, z którym możemy spotkać się w większości (przynajmniej polskich) bibliotek, a okaże się, że elementy jak tagi czy recenzje były upychane trochę na siłę do dość topornych rozwiązań. Efektem takiego postępowania jest najczęsciej nie OPAC (lub Biblioteka Cyfrowa) 2.0, a raczej 0.2. Później na konferencjach słyszy się, że w ciągu roku dodano do systemu 6 tagów, ergo implementacja tagowania nie ma sensu. Moim zdaniem wprowadzenie Web 2.0 w katalogach/bibliotekach cyfrowych należało zacząć od postawienia dwóch pytań:

Czego potrzebują użytkownicy?

No właśnie — jak myślisz? Na czym zależy im najbardziej, kiedy wchodzą do katalogu? Na czym zależy Tobie, kiedy do niego wchodzisz? Użytkownikowi zależy na znalezieniu tego, po co tam wszedł. Danie dobrej odpowiedzi jest główną funkcją katalogu, koniec kropka.

Ciekawy fakt: najpopularniejsze serwisy Web 2.0 zdają się przykładać bardzo dużo uwagi do dobrze działającej i przyjaznej dla użytkownika wyszukiwarki lub nawet znajdują rzeczy i osoby zanim jeszcze zaczniesz ich szukać (Pamiętasz, jak Facebook zasugerował Ci osoby, które możesz znać lub rzeczy, które możesz lubić? :))

Oczywiście samo wybranie kilkuset rekordów pasujących mniej lub bardziej do zapytania i posortowanie ich później alfabetycznie po tytułach (a tak robi jeden z popularniejszych w Polsce systemów!) całkowicie mija się z celem. Dobra wyszukiwarka tworzy ranking rekordów według stopnia relewancji (mówiąc prosto: na górze są potencjalnie najlepsze odpowiedzi — jak w Google).

Druga najważniejsza rzecz — przyjazny użytkownikowi interfejs, którego będzie potrafił używać. Nie raz czytelnik pytał mnie, co to jest hasło przedmiotowe, indeks, sygnatura czy prolongata, a co dopiero UKD, MARC, KHW, OPAC czy nawet ciało zbiorowe. Ręka do góry, kto pozwolił wybrać etykietki w OPAC-u swoim użytkownikom.

 Ale bibliotekarze potrzebują tych rzeczy i je rozumieją!

Warto więc może zastanowić się nad osobnym katalogiem dla bibliotekarzy (OLAC — On-line Librarians Access Catalog)? ;-). Zresztą to akurat nie nowość, bo większość systemów ma osobny interfejs dla bibliotekarza, a taki np. NUKAT ma osobny tryb ekspercki.


To dopiero początek

Dobry ranking i przyjazny interfejs to oczywiście tylko początek. Poniżej prezentuję moją listę najważniejszych rzeczy, które powinien mieć OPAC, zanim dodamy do niego sztandarowe elementy Web 2.0.

Mam zamiar przynajmniej część pozycji opisać szerzej (choć krótko) w osobnych wpisach (także dzisiejszy możecie traktować jako pierwszą część serii ;)).

Rzeczy, które powinien mieć Twój OPAC zanim dodasz do niego tagi czy recenzje

  1. Świetną wyszukiwarkę sortującą od najbardziej do najmniej pasujących do zapytania wyników
  2. Przyjazny interfejs stosujący słownictwo użytkownika końcowego, a nie fachowe
  3. FRBRzację (w uproszczeniu: grupowanie różnych wydań tego samego dzieła)
  4. Jedno okienko do przeszukiwania wszystkich pól + opcjonalne wyszukiwanie zaawansowane
  5. Zawężanie fasetowe
  6. Dostęp bez logowania!
  7. Możliwość podlinkowania do konkretnego rekordu
  8. Sugerowanie podobnych książek i artykułów
  9. Dział z nowościami
  10. Możliwość zapamiętania wybranych rekordów na później
  11. Funkcję „Czy chodziło Ci o?”
  12. Interfejs działający na smartfonach (jeżeli Twoi użytkownicy ich używają)

Zachęcam do pisania swoich propozycji w komentarzach!


Jak ich zaangażować?

To drugie pytanie, które zadałbym sobie przed wdrożeniem tagów (dla przypomnienia — pierwsze to: „Czego potrzebują użytkownicy?”). W tym wpisie nie dam odpowiedzi (zresztą nie znam jej z oczywistej przyczyny, że nie ma jednej dobrej), ale rozwinę trochę samo pytanie.

Jeżeli już chcemy wprowadzić treści tworzone przez użytkowników do katalogów, to musimy się zastanowić, jakie mogłyby być motywacje i co mogłoby to im dawać. Dopóki użytkownik nie będzie widział jakichś korzyści ze swoich działań, dopóty trudno od niego ich oczekiwać.   Próby odpowiedzi w następnych wpisach. :)

Wartym odnotowania…

… jest fakt, że katalog biblioteczny (czy to do zbiorów tradycyjnych czy cyfrowych) jest tym elementem bibliotek, który najdłużej opiera się nowoczesności i przyjazności użytkownikowi czy nawet byciu „2.0″. W bibliotekach jest coraz ciekawiej, biblioteki coraz bardziej angażują użytkowników offline i online, aktywnie korzystają z mediów społecznościowych jak Facebook czy YouTube, nierzadko nawiązując ciekawą więź ze swoimi czytelnikami, a OPAC-i często jeszcze straszą.

Mam świadomość, że ogrom zależy od producentów oprogramowania, ale bibliotekarze ogrom mogą zmienić — nie tylko zmieniając etykietki w swoich katalogach, ale domagając się od tych producentów pewnych rzeczy, które uprzyjemnią i ułatwią poszukiwanie ciekawych zbiorów.

Wykorzystano fotografię autorstwa Manchester Library, licencja CC-BY-SA

12 komentarze/y do tego artykułu

Jak minął 2011 w bibliosferze i co nas czeka w 2012?


Jak zawsze na przełomie grudnia i stycznia czas na podsumowania i prognozy. Podobnie jak inni,  także trochę subiektywnie, choć nie do końca. Do wyboru wydarzeń wykorzystałem statystki Bibliosfery – jakie tematy były najpopularniejsze, czego szukali ludzie, którzy dostali się do serwisu przez wyszukiwarkę i które linki cieszyły się największą odwiedzalnością. Tak powstało poniższe zestawienie. Oprócz podsumowania roku 2011 pokusiłem się także o krótką zapowiedź 2012. :-)

Styczeń

Rok zaczął się nieciekawie – od wprowadzenia podatku VAT na książki. Jakby było mało samego podatku, to jeszcze powstało niemałe zamieszanie ze stawkami przejściowymi. Polski VAT zaczął też wtedy doliczać np. Amazon UK, co odbiło się odrobinę większymi cenami dla Polaków.

Luty

Od lutego zaczęło się szaleństwo związane z wynikami badań czytelnictwa ogłoszonymi przez Bibliotekę Narodową. O ile co do samych wyników zdania są podzielone — większość bije na alarm, część osób twierdzi, że wcale nie jest tak źle (popatrzcie na te kolejki w księgarniach!), to trzeba przyznać, że chyba o niczym innym w naszej branży nie mówiło się tak dużo, tak głośno i przez tak długi okres (no może o Programie Rozwoju Bibliotek).

Marzec

W marcu, przynajmniej w Bibliosferze, królował międzynarodowy Tydzień E-książki. Sporo bibliotekarzy udało nam się zarazić akcją i do tej pory ludzie wyszukują „tydzień e-książki” w Google. :) Mamy nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze lepiej!

Kwiecień

W kwietniu najpopularniejsze w serwisie okazało się największe na świecie zdjęcie zrobione wewnątrz budynku, a dokładnie w Bibliotece na Strahowie. Jest to 40-gigapikselowa, 360-stopniowa panorama i rzeczywiście robi niesamowite wrażenie. :)

Maj

Maj był zdecydowanie miesiącem Odjazdowego Bibliotekarza — dawno już nie widzieliśmy tak dobrze zorganizowanej i angażującej, zarówno bibliotekarzy jak i użytkowników, ogólnopolskiej akcji. Oby tak dalej! :)

Czerwiec

W czerwcu serwis bibliosfera.net obchodził swoje pierwsze urodziny. Wtedy też zorganizowaliśmy pierwszego BiblioGrilla, który dał początek całej serii letnich spotkań, kontynuowanych aż do jesieni. BiblioGrill to luźne spotkania, bez otoczki konferencyjnej, na których bibliotekarze mogli spotkać się, wymieniać pomysłami i w przyjemnej atmosferze porozmawiać (na tematy nie tylko branżowe).

Lipiec

Trochę spokojniejszy miesiąc dla bibliotek (co nie przeszkadzało w zorganizowaniu jeszcze fajniejszego BiblioGrilla), ale warto przypomnieć zgrabne porównanie  regulaminów warszawskich bibliotek, które pod koniec lipca umieścił w sieci Marcin Ludkiewicz. Niby jedno miasto, a różnice bywają spore.

Sierpień

Zdecydowanie najmniej aktywny miesiąc, bo jest też wtedy najwięcej urlopów. My też wyjechaliśmy… i zorganizowaliśmy pierwszy wyjazdowy BiblioGrill, w Kazimierzu Dolnym. Tym razem edycję rozszerzoną, z noclegiem i dwoma dniami grillowania. :)

Wrzesień

We wrześniu biblioteki powracają do życia i zaczynają się pierwsze konferencje, w tym patronowane przez Bibliosferę VI Forum Młodych Bibliotekarzy w Poznaniu. Zapraszamy do obejrzenia kilku nagrań na Bibliosferze. W naszym serwisie największym powodzeniem cieszył się organizowany przez nas Tydzień Zakazanych Książek, a na Facebooku kontrowersje wzbudziło wideo pokazujące ciekawą usługę biblioteki Uniwersytetu w Lejdzie.

Październik

To zdecydowanie miesiąc II Kongresu Bibliotek Publicznych „Biblioteka: więcej niż myślisz” organizowanego przez Fundację Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego. I my tam byliśmy i zdjęcia zrobiliśmy. :)

Listopad

Rzeczpospolita opublikowała kontrowersyjny „Ranking Bibliotek” (zapomnieli w tytule dopisać, że tylko małych i tylko publicznych, ale jakiej rzetelności można się spodziewać od ludzi, którzy piszą „księgozbiur” — przez u zwykłe i „bibloteka” — przez jedno i). Co gorsza, wątpliwości wzbudzał nie tylko przez alternatywną ortografię, ale także z innych powodów. Na blogach pisali o tym m.in. Bibla, Dominika Paleczna i ja – polecam lekturę komentarzy.

Grudzień

W TVN wyemitowany został pierwszy odcinek tasiemcowego serialu „Na Wspólnej” z bibliotekarką, przedstawiający raczej nie to, co chcielibyśmy zobaczyć. Oprócz tego pojawiło się kilka niepokojących wiadomości: „Nożownik terroryzuje bibliotekarki. Policja grozi kobietom mandatem!” oraz sprawa bibliotekarki z Kożuchowa, która została zwolniona, bo poskarżyła się na zimno w pracy.

Z pozytywów grudniowych koniecznie trzeba wymienić pulowerkową choinkę z książek, która zrobiła taką furorę, że nawet doczekała się pokazania w telewizji. :)

A co nas czeka w 2012?

Kolejny rok szykuje się nie mniej interesujący. Jeszcze w styczniu swoją premierę powinna mieć druga wersja Bibliosfery. Szykujemy dla Was dużą aktualizację — możecie być pewni, że serwis zmieni się nie do poznania – ale bez strachu, będą to zmiany na lepsze. :)

Zresztą styczniowa aktualizacja będzie tylko początkiem — w następnych miesiącach 2012 roku czeka Was jeszcze co najmniej kilka dużych zmian, w tym całkowicie nowe działy.

Nie zawiedziecie się też, jeżeli czekacie na BiblioGrille. W tym roku planujemy zorganizowanie ich w kilku miastach, m.in. Katowicach, Kazimierzu Dolnym, Toruniu, Warszawie i jeszcze kilku, których nie jesteśmy jeszcze pewni. :) Jeżeli chcielibyście zorganizować z nami grilla w swoim mieście, to dajcie znać na krzysztof@bibliosfera.net! :) Oprócz tego powrócimy z akcjami jak Tydzień E-książki, Tydzień Zakazanych Książek i Odjazdowy Bibliotekarz.

Z rzeczy mniej bibliosferwisowosferowych:

Wróbelki już od jakiegoś czasu ćwierkają, że w marcu możemy się spodziewać polskiej wersji największego sklepu internetowego Amazon, więc może też i na szerszą skalę w Polsce pojawi się Kindle?

Dość ważnym wydarzeniem będzie przeniesienie się kilku dużych bibliotek uniwersyteckich, m.in. biblioteki Boston College, Princeton University i Purdue University, na system biblioteczny działający w chmurze, ale o tym pewnie w osobnym wpisie. :)

Wykorzystano grafikę 2011 (iUnique Fx © CC-BY)

4 komentarze/y do tego artykułu

Ranking bibliotek — czy jakość bibliotek można mierzyć (wyłącznie) cyferkami?

Dzisiaj w „Rzeczpospolitej” pojawił się „Ranking bibliotek” (dopiero jak się wczytamy, to dowiemy się, że małych), któremu towarzyszył krótki artykuł. Wszystko fajnie, tylko myślę, że warto się zastanowić, czy naprawdę możemy tworzyć ranking na podstawie wyłącznie współczynników ilościowych. Jak czytamy w artykule:

[...] Ocenialiśmy: powierzchnię biblioteki i filii w przeliczeniu na 1000 mieszkańców, ile godzin tygodniowo jest czynna biblioteka, wielkość księgozbioru w przeliczeniu na 100 mieszkańców, nowe książki zakupione w 2010 r., szkolenia, udział dotacji podmiotowej dla biblioteki w budżecie gminy w 2010 r., pozyskane przez bibliotekę środki pozabudżetowe w 2010 r. [...]

Przyznawaliśmy też punkty za dostępne dla czytelników tytuły prasowe [...], udogodnienia dla osób niepełnosprawnych i posiadanie strony internetowej, dostępność Internetu dla czytelników, działające przy bibliotece kółka czytelnicze, artystyczne, literackie etc. oraz wolontariat. Kolejne 20 pkt można było uzyskać, jeśli strategia rozwoju gminy zawierała strategię rozwoju biblioteki.

Oprócz odpowiedzi na ankietę wykorzystaliśmy dane z GUS o liczbie czytelników w bibliotece na 1000 mieszkańców oraz liczbie wypożyczonych książek przez jednego czytelnika w 2010 roku. [...]

Uważam, że to dobrze że tworzone są takie rankingi i gratuluję pierwszej setce, ale czegoś mi tutaj brakuje…

Statystyki są cierpliwe…

… i tak naprawdę nie są żadnym wyznacznikiem.

Niezręcznie to pisać, ale pewnie wielu z Was zdaje sobie sprawę, że w placówkach, których pozycja zależy od statystyk, zdarzają się czasem nadużycia polegające na tzw. ich „nabijaniu”. Doprowadza to czasem do wręcz śmiesznych sytuacji, kiedy okazuje się że najmniejsza filia biblioteki, w której nigdy nie ma czytelników nagle w statystykach wykazuje więcej odwiedzin niż tłumnie odwiedzana dużo większa placówka w tej samej okolicy. W prężnie działających bibliotekach nie ma czasu na nabijanie statystyk. ;)

Kto na tym traci?

Na tym, jak teraz konstruowany, był ranking tracą na pewno instytucje, które zajmują się szerszą działalnością niż wypożyczanie książek i np. te, które nie mają czasu na nabijanie w systemie każdej czytanej w czytelni gazety (lub czasopisma). Oprócz tego te biblioteki, które wolą zrobić mniej, a w sposób bardziej dopracowany (oczywiście i tu można przesadzić).

W następnej kolejności mogą stracić użytkownicy, których biblioteki tak skupią się na statystykach, że zapomną o ich potrzebach.

Dla kogo jest ten ranking?

Dla kogo jest ogólnopolski ranking bibliotek? Na pewno nie dla zwykłych czytelników — nikt raczej nie będzie jechał na drugi koniec Polski, aby korzystać z usług dużo lepszej biblioteki. Trudno też oczekiwać, że jakiś użytkownik będzie sprawdzał, czy w gminach obok nie ma lepszej placówki. Kto to na pewno sprawdzi? Bibliotekarze. No i być może ktoś z urzędu gminy lubi inni organizatorzy lub sponsorzy.

Zwykli użytkownicy w najlepszym przypadku zerkną pewnie, na którym miejscu jest ich biblioteka i gdzie są najlepsze i najgorsze zdaniem Rzepy. No i dobrze, jeżeli ich to w ogóle zainteresuje. Teoretycznie sam artykuł mógłby być dobrym powodem na zwrócenie uwagi na stan bibliotek, ale wątpię żeby tak się stało.

Jak oceniacie bibliotekę? Czy „ilość” znaczy „jakość”?

Pomyślmy chwilę — kiedy bibliotekę można nazwać dobrą? Mam nadzieję, że inni będą podobnego zdania, że na samym początku biblioteka powinna spełniać wymagania swoich użytkowników. Oczywiście spełnianie wymagań to zdecydowanie za mało, bo nie od dziś wiadomo, że czytelnicy często nie zdają sobie sprawy, że mogliby czegoś oczekiwać. Kolejną sprawą jest generowanie potrzeb w celach misyjnych lub marketingowych.

Gdy sami jesteście czytelnikami, to w jaki sposób oceniacie bibliotekę? Bardziej interesuje Was liczba książek czy to, jakie są to książki? Liczba nowości czy ich tytuły? To że strona internetowa istnieje czy to czy jest użyteczna? Powierzchnia w metrach kwadratowych czy to, jakie na tej przestrzeni oferowane są usługi? Liczba usług czy jakość ich wykonywania? Ktoś może powiedzieć, że idąc tym tokiem myślenia każdy musiałby ułożyć swój własny ranking (i pewnie coś w tym jest).

W rankingu moim zdaniem poświęcono za mało uwagi usługom pozaksiążkowych, a przecież patrząc na bibliotekę w XXI wieku (nawet małą) trzeba brać też pod większą uwagę szereg innych działalności jak choćby wypożyczanie filmów i muzyki, kursy, wydarzenia, doradztwo, współpraca ze społecznością lokalną, tworzenie archiwum cyfrowego (np. CATL), prowadzenie serwisu internetowego itd. Co więcej, każdą z tych rzeczy można robić bardzo dobrze lub fatalnie, bez względu na statystyki (tzn. statystyki świadczą o pewnych rzeczach, ale nie powinny być wyznacznikiem całościowej oceny).

Tak naprawdę, żeby dobrze ocenić placówkę, to oprócz statystyk i dłuższej ewaluacji przez ekspertów (najlepiej incognito), przydałyby się ankiety/wywiady z jej użytkownikami i jej nie-użytkownikami (osobami z okolicy, które z niej nie korzystają). Oczywiście kosztowałoby to dużo więcej pracy i budżet takich badań byłby dużo wyższy, ale jeżeli ogłaszać szumnie, że robi się ogólnopolski ranking bibliotek, to warto byłoby podejść do tego kompleksowo. Mimo wszystko, uważam że biblioteki są na tyle różnorodne, że nie wystarczy zestawienie kilku cyferek.

To bardzo fajnie, że biblioteka ma wielu czytelników, dużo książek i że są wypożyczane, ale czy to znaczy że jest lepsza od tej, której użytkownicy zamiast wypożyczać książki wolą korzystać z innych usług (a sprawdzenie, czy te usługi istnieją to zdecydowanie za mało)? Tu dochodzi kwestia zmieniającej się funkcji biblioteki, której chyba często sami nie jesteśmy pewni – czy biblioteka ma przede wszystkim promować czytelnictwo i udostępniać książki czy też ma być trzecim miejscem i zaspokajać inne potrzeby czytelników, realizować rzeczy wymienione w poprzednim akapicie i wiele innych.

Myślę, że dopóki tego nie ustalimy, trudno może być nam oceniać i tworzyć rankingi. A wy jak sądzicie?

Wykorzystano grafikę Numbers (Koen Vereeken CC-BY-NC-ND)

21 komentarze/y do tego artykułu

Wp Plugin by capn3m0