… i dlaczego „piraci” mają łatwiejszy dostęp do ich utworów?

Dziś chciałbym kilka słów o tym, jak wydawcy traktują swoich klientów.
Sam temat pojawia się ostatnio często, m.in. ze względu na aferę wokół ACTA czy opublikowany niedawno raport Obiegi Kultury. Ja się z nim nosiłem już od listopada, ale dopiero po lekturze wpisu „Do czego prowadzi piractwo, czyli: dlaczego nie chcecie moich pieniędzy?” się zmotywowałem.
O ile, jak chyba wszyscy wiedzą, udostępnianie pirackich kopii utworów w Internecie jest nielegalne i rzeczywiście może być wątpliwe moralnie, o tyle trudno mi się dziwić osobom, które korzystają z takich „spiraconych” źródeł. Dlaczego?
Przedstawię kilka przykładów z życia wziętych:
LA Noire (gra komputerowa)
Gra w wersji na komputery została wydana na początku listopada. Aby zarejestrować grę konieczne było zainstalowanie dodatkowego programu antypirackiego, rejestracja on-line i podanie swoich danych (m.in. adres e-mail). Ale to jeszcze nic — akurat to są opresje, które spotykają większość klientów kupujących gry.
Prawdziwym problemem jest to, że najprawdopodobniej zabezpieczenia antypirackie powodują, że nie działa ona na większości nowych komputerów przenośnych. Tysiące klientów od listopada czeka na poprawkę, która do tej pory nie wyszła. Wydawca gry zrzuca winę na producenta karty graficznej.
Jak możemy przeczytać na forach internetowych, klienci po jakimś czasie i braku wsparcia ze strony wydawcy znaleźli rozwiązanie — zainstalowanie cracka — czyli pirackiej wersji pliku uruchamiającego grę. Tak, tak — piraci od początku mogli cieszyć się grą na swoich laptopach. Co więcej, piracka wersja gry zdejmuje też inne ograniczenia, dzięki czemu możliwe jest uzyskanie np. większej płynności gry. Niby w porządku — wydawcy nie interesują problemy klientów, ale jest rozwiązanie. Błąd: posiadanie takiego jednego pliku jest już karalne.
Jeden z klientów skarży się: napisał o tym niecodziennym rozwiązaniu problemów do wydawcy — otrzymał krótką odpowiedź:
Jako że twierdzi Pan, że używa cracka, przekazałem Pana dane do działu prawnego.
Skyrim (gra komputerowa)
Kolejna zabezpieczona przed piractwem gra komputerowa. Piraci mogą grać bez problemów. Co z klientami? Klient, który kupi tę grę w jednym kraju i powędruje do innego, musi kontaktować się z biurem obsługi klienta i zdawać się na jego łaskę, żeby mógł ją uruchomić.
HBO GO (platforma wideo na życzenie on-line)
Lubię obejrzeć sobie czasem dobry film lub serial. Muszę się przyznać, że czasem jest tak, że nachodzi mnie na to ochota także wtedy, kiedy biblioteki i sklepy są już zamknięte. Jakie byłoby wygodne rozwiązanie? Możliwość wykupienia dostępu i oglądanie filmu przez Internet. Istnieje wszakże internetowe VOD (video on demand – wideo na życzenie), tak? No nie do końca.
Skusiła mnie niedawno reklama HBO GO. W zaślepieniu byłem gotowy wykupić na próbę dostęp. Już szykowałem dane do karty płatniczej, kiedy zobaczyłem, że raczej nic z tego. Po kliknięciu w „rejestracja”, zobaczyłem tylko logotypy trzech dostawców telewizji kablowej — mogłem wybrać sobie tego, któreg mam teraz i za jego pośrednictwem wykupić dostęp do usługi. I tu pojawił się problem — nie mam w domu telewizora ani telewizji. Gdybym miał, to pewnie bym korzystał z VOD u dostawcy. ;) HBO GO promowane było jako platforma internetowa, a nie telewizyjna.
W akcie desperacji zadzwoniłem na infolinię. Otrzymałem odpowiedź, że faktycznie muszę już mieć gdzieś indziej wykupioną telewizję lub Internet w jednej jedynej firmie partnerskiej, ale w sumie to pani nie wie. Internet już mam, na szczęście w innej firmie, bo tamta nie cieszy się zbyt dobrą opinią. W każdym razie HBO nie chce moich pieniędzy.
I w sumie dobrze — bo po przejrzeniu dokładniej oferty okazało się, że nie jest ona tak rewelacyjna.
Inne VOD
Podobnie jest zresztą u innych dostawców, także tymi pozwalającymi na rejestrację przez Internet. To co mi się podoba u jednego z nich, to dużo starszych polskich filmów. Jednak czy to jest to, czego oczekuje przeciętny klient?
Niedawno słyszałem jak ktoś z organizacji zbiorowego zarządzania prawami do materiałów audiowizualnych mówił, że nigdy nie będzie tak, żeby nowości równolegle pojawiały się w kinie i on-line. Problem w tym, że najwyraźniej byłby na to popyt. Nie chciałbym roztrząsać, czy każde ściągnięcie pirackiego pliku to strata dla wydawcy, ale jestem skłonny twierdzić, że stratą jest każdy potencjalny klient, któremu nie chcą sprzedać czegoś, co chętnie by kupił.
Filmy na DVD
Tego już zupełnie nie rozumiem — płacę za film, często niemałe pieniądze, a wydawca pluje mi w twarz i ma za złodzieja, wyświetlając przed filmem ostrzeżenia antypirackie (bo już nie mówię o reklamach), których nie da się łatwo przewinąć. Nie dość, że muszę się bawić jakimiś archaicznymi nośnikami, czekać na przesyłkę lub ruszyć się do sklepu, to jeszcze ci, którzy po prostu klikną „download” mogą od razu cieszyć się filmem bez ostrzeżeń antypirackich i plucia w twarz.
Pozytywnie
Na szczęście nie wszyscy wydawcy nie dbają o klientów. Z pozytywów warto wymienić między innymi dwie usługi.
Steam
Steam to jedna z pierwszych platform do internetowej sprzedaży gier. Instaluje się specjalne oprogramowanie (będące równocześnie zabezpieczeniem antypirackim), po czym można kupować i legalnie ściągać gry. Wszystko jest zrobione na tyle prosto, że wystarczy 2-3x kliknąć i gra już wędruje na nasz dysk. Później możemy ją od razu uruchomić bez przeklikiwania dodatkowej instalacji.
Dodajmy do tego liczne promocje i otrzymamy obecnie bodajże największy sklep z grami. Przyznam, że sam nie raz daję się skusić na przecenę, w wyniku czego przez jakieś półtora roku kupiłem tam ok. 25 gier (nie, nie we wszystkie grałem — po prostu mnie to wciągnęło).
Co więcej, istnieją też podobne platformy skupiające się np. głównie na starszych grach, które nawet jeżeli można jeszcze kupić, to trudno je uruchomić na nowych komputerach. Kupiłem większość gier, w których nielegalne kopie grałem nie mając jeszcze nawet 15 lat i pełnej świadomości, że robię coś nie tak, a które przypadły mi do gustu. W większość z nich jeszcze po kupieniu nie grałem, ale wiem, że w razie czego tam są i nie złamię niczyich praw. :-)
Zresztą akurat ze starymi grami jest najmniejszy problem, bo nierzadko się zdarza, że wydawcy udostępniają je za darmo na swoich stronach. Zarabiają krocie na tych nowych, a w tamte zagrają, głównie z sentymentu, nieliczni starsi gracze. Swoją drogą tak właśnie założyłem konto na Steamie — zarejestrowani użytkownicy mogli wtedy otrzymać za darmo jedną ze wcześniejszych gier jego właściciela (który jest także producentem).
Oczywiście takie platformy nie są całkowicie wolne od wad, ale są zdecydowanie bardziej przyjazne niż większość innych rozwiązań.
Amazon Kindle
Chyba wszyscy znają czytnik e-booków od Amazona… Ale Kindle to przecież nie tylko urządzenie do czytania e-booków, ale także cały ekosystem. Po zarejestrowaniu możemy kupować książki praktycznie jednym kliknięciem, po czym są one dostępne na komputerze, tablecie, smartfonie lub wspomnianym wcześniej czytniku.
Czy łatwy dostęp do treści działa?
Krótko: Amazon sprzedaje obecnie więcej książek elektronicznych niż papierowych (a jest największą księgarnią na świecie).
Steam — dajmy przemówić właścicielowi i twórcy (za gry-online.pl):
„Piractwo jest prawie zawsze problemem związanym z jakością usługi, a nie ceny. Jeśli pirat zaoferuje produkt w dowolnym miejscu na świecie, o każdej porze i będzie on dostępny za pomocą komputera, to jest oczywiste, że użytkownik wybierze nielegalną wersję ponad tą, która została zaoferowana przez oficjalnego dystrybutora, zwłaszcza jeśli legalna kopia zawiera blokady regionalne, jest dostępna w kraju użytkownika trzy miesiące po premierze w USA, a do tego można ją dostać tylko w tradycyjnym sklepie”.
Newell dodał, że większość rozwiązań DRM skutecznie obniża wartość produktu poprzez ograniczanie wolności konsumentów. Szef Valve wspomniał też, że celem jego firmy jest stworzenie usługi, która będzie lepsza niż to, co oferują piraci. Jako przykład podał tu Rosję. Przed wejściem na tamten rynek wszyscy ponoć ostrzegali Newella przez masową skalą piractwa. Okazało się, Rosja jest na najlepszej drodze do stania się największym rynkiem europejskim dla firmy Valve.
To nie wszystkie przykłady
Oczywiście gry i książki to nie jedyne rynki, gdzie działają takie wygodne platformy — można tu przytoczyć choćby Androida (odkąd odkryłem, że wystarczy raz kliknąć i już kupione, robię się niebezpieczny dla swojego konta ;)) czy iTunes…
Ważne jest jednak to, żeby wydawcy wreszcie chcieli naszych pieniądzy za treści, które wytwarzają.
A póki co… chyba sobie podaruję to wszystko, do czego mam konsekwentnie utrudniany dostęp.
We wpisie wykorzystałem fotografię Pirate Kids autorstwa Josha Greniera (lic. CC-BY)